Jak co roku po Wielkanocy, odbylo sie przemile spotkanie polskich werbistow pracujacych w naszej prowincji. Tym razem w Gweru, Zimbabwe. Miejsce nazywa sie Antelope Park. Ponizej kilka zdjec - dedykowanych wszystkim nieobecnym. I juz czekamy na przyszly rok!!!!

Przyjechalismy. Zjedlismy obiad i ruszylismy do wiosel bo jedzenie doskonale i nie malo.

Mlodosc nie pierwsza. Zachod slonca nas zastal i trzeba bylo wracac, zeby zdazyc na nocne safari.

Zdjec z safari nie ma bo zimno takie, ze aparaty zamarzaly. Na zdjeciu Slawek skoczna melodia rogrzewa towarzystwo...

... a Romek parzy herbatke z rumem.

Nastepnego dnia zrywamy sie przed wschodem slonca bo idziemy...

... i idziemy...

... na spacerek z lwami.

Na zdjeciu: Maly. Maly lew.

Romek nie ma litosci dla zwierzat.

Lwy male. Ale sie czulo pewien respekt :-)

Slawek sie nie boi.

Romek przekroczyl granice spoufalania sie z przyszlym krolem zwierzat.

Po bardzo porannym spacerku - sniadanko. Nie bylismy jedynymi goscmi.

Romek zobaczyl wode wiec poszedl na ryby (potem jedna rybe nawet zlowi. Duuuza! Tylko, ze zniknela w tajemniczych okolicznosciach).

Romek na ryby a my na konie. Z wielu przyczyn kazali nam zalozyc te smieszne kaski.

Na prowadzeniu Tadeusz (to ten w kasku :-))

I tak jezdzilismy po krzakach i sawannach a zwierzyny wszelakiej pelno wokolo.

I to co w afrykanskim zwierzyncu najpiekniejsze - zyrafy!

Wiadomo, ze kazdy chce zdjecie z zyrafa :-)

Z koni przesiadamy sie na slonie. Romek sprawdza sloniowi wzrok.

Jedziemy! Konie sa zdecydowanie bardziej komfortowe od sloni.

Tadeusz (po lewej) jazde slonska wyraznie polubil.

Moment po rozkulbaczeniu slonie uciekly sie pasc.

To mysmy juz tych sloni nie gonili tylko poszlismy ogladac lwiatka. Na zdjeciu Zbyszek.

A na tym zdjeciu Romek. Krol lew :-)

Marka bliskie spotanie 3-go stopnia z lwem.

A Sienkiewicz to by pewnie o tym nowe "Quo vadis" napisal - dzikie bestyje i chrzescijany.

Po lwach wracamy do sloni. Tym razem bedziemy plywac. Woda zimna tak, ze sie opisac nie da. Do tego brudna i.. nie bardzo pachnaca. Ale...

... jak widac Zbyszek (na 2-gim planie) zachwycony jest.

A tu fograf sssfotografowany - zalapalem sie!!!!

Wieczorem, w kolorach zachodu slonca, Msza.

A to Msza rano, w dzien wyjazdu.

Godzine przed wyjazdem Romek wykorzystuje ostatnia szanse i bije rekord szybkosci osrodka...

... Marek ze Zbyszkiem psuja poranna sjeste sloniom...

... a Slawek z Piotrkiem patrza w przyszlosc ku przyszlorocznemu spotkaniu Polakow.

 

 

I ja tam bylem.

Troche jadlem, troche pilem.

Troche spisalem i zezdjecilem :-)))