|
PROWINCJA BOTSWANA, ZAMBIA, ZIMBABWE ZGROMADZENIA MISJONARZY WERBISTOW |
|||||||||||||||||||
|
|
|||||||||||||||||||
|
|
artykul pochodzi z Gazety Wyborczej, przedrukowany zostal tutaj bez pytania - PRZEPRASZAM napisany przez Wojciecha Pelowskiego, zdjecia Lukasz Sakiewucz www.sakiewiecz.pl
Raz dziennie jedzą, raz dziennie
grają, za wygrany mecz dostają jednego dolara. Polski misjonarz chce, żeby i
w łóżku mieli jedną partnerkę. Wtedy przeżyją
Jacek Gniadek, Maun
Osiemnastego lutego 2004 w Lusace, stolicy Zambii, odbył się jeden z największych protestów w tym kraju od 1990 r. Czternaście lat temu Zambijczycy protestowali przeciwko likwidacji dotacji do żywności. Było to wyraźne poparcie dla socjalistycznego modelu państwa. Dwa miesiące temu wyszli na ulicę, by przeciwstawić się zamrożeniu płac w sektorze publicznym w bieżącym roku budżetowym. Związkowi przywódcy protestowali również przeciwko planowanej podwyżce podatków, ale to jeszcze za mało, by powiedzieć, że mają dość socjalizmu.
Zambia obecnie jest jednym z najbiedniejszych krajów na świecie. Dług tego południowoafrykańskiego kraju wynosi ponad 6,5 miliarda USD. W tym roku rząd zambijski musi znaleźć dodatkowe 100 tys. USD na obsługę długu zagranicznego. Większość z 11 milionów Zambijczyków żyje dziennie za niecałego dolara amerykańskiego, a jedna czwarta cierpi głód z powodu niedoborów żywności. Prócz tego Zambia musi stawiać czoła rozszerzającej się w błyskawicznym tempie epidemii AIDS/HIV. Oblicza się, że ok. 10% Zambijczyków jest zarażonych wirusem HIV lub choruje na AIDS. Aż trudno uwierzyć, że stosunkowo jeszcze nie tak dawno był to jeden z największych światowych producentów miedzi i potencjalnie jeden z najbogatszych krajów na Czarnym Kontynencie po uzyskaniu niepodległości w 1964 roku.
Terytorium dzisiejszej Zambii było kiedyś znane jako Brytyjski Protektorat Rodezji Północnej. Brytyjczycy administrowali tym terenem od 1924 r. do 1964 r. Wcześniej teren ten znajdował się pod administracją Brytyjskiej Kompanii Południowoafrykańskiej, założonej przez Cecila Rhodesa w 1889 r. Pierwsze lata kolonialnego panowania w Rodezji Pn. charakteryzowały się intensywną eksploatacją bogactw naturalnych. W tym czasie powstał rejon, znany dziś jako Pas Miedziowy wzdłuż granicy Zambii i Demokratycznej Republiki Konga (DRK). W 1945 roku Rodezja Pn. wydobywała 1/8 światowych zasobów miedzi (nie wliczając komunistycznej Rosji). W 1937 r. ok. 20 tys. czarnych i ok. 4 tys. białych pracowało w Pasie Miedziowym. W 1960 r. liczba białych w Rodezji Pn. wzrosła do 75 tys.
Dzisiaj Zambia stoi na skraju bankructwa. Odpowiedzialność za obecny stan rzeczy w dużym stopniu spoczywa na pierwszym prezydencie Zambii, Kennethie Kaundzie, i jego socjalistycznym eksperymencie z ‘filozofią humanizmu’, który trwał do momentu obalenia jego jednopartyjnych rządów przez Fredericka Chilubę w 1991 r.
Kaunda i I Republika Znaczącą rolę w życiu politycznym Kaunda zaczął odgrywać od 1961 roku. W wyniku rozłamu w Afrykańskim Kongresie Narodowym Rodezji Północnej (AKNRP), pierwszej partii na terenach dzisiejszej Zambii, powstała Zjednoczona Narodowa Partia Niepodległości (ZNPN) z Kaundą na czele. Celem partii była walka o odzyskanie niepodległości i rozwiązanie Federacji Afryki Centralnej (FAC), w której dominowała rządzona przez białych Rodezja Południowa. W 1963 r. doszło do rozpadu Federacji. Krajem, który zapoczątkował reakcję łańcuchową tego rozpadu była Niasa (obecnie Malawi). W 1961 roku Partia Kongresu Malawi, kierowana przez Hastingsa Kamuzu Bandę, odniosła zwycięstwo w wyborach powszechnych i Londyn przyznał Niasie prawo do secesji z FAC. W 1962 r. w Rodezji Pn. została proklamowana konstytucja i utworzono koalicyjny rząd partii ZNPN i AKNRP z Kaundą jako premierem. Rok później Federacja została rozwiązana i w styczniu 1964 r. odbyły się pierwsze wybory, które zostały wygrane przez ZNPN. Wyborom przyświecała perspektywa uzyskania niepodległości. Partia Kaundy zdobyła 55 mandatów w 75 mandatowym parlamencie. Kaunda utworzył rząd i doprowadził swój kraj do niepodległości. 24 października 1964 r. na mapie świata po raz pierwszy pojawiła się niepodległa Republika Zambii.
I Republika Zambijska borykała się z wieloma problemami. Brytyjczycy pozostawili po sobie tylko stu Zambijczyków z wyższym wykształceniem. W nowym kraju brakowało podstawowych urządzeń i instytucji usługowych, niezbędnych do należytego funkcjonowania produkcyjnych działów gospodarki. Dochody kraju w 90% pochodziły z eksportu miedzi. Rząd Kaundy przedsięwziął ambitny plan rozwoju kraju i przeznaczył ogromne pieniądze na rozwój sektorów publicznych, zwłaszcza na transport, służbę zdrowia i szkolnictwo. W latach 1964-1972 liczba dzieci w szkołach podstawowych podwoiła się. Liczba młodzieży w szkołach średnich w analogicznym czasie wzrosła z 14 tys. do 61 tys. W tym samym czasie gospodarka zambijska przeżywała swój gwałtowny rozwój, ale tylko i wyłącznie dzięki dobrym cenom miedzi na rynkach światowych. Drastyczny spadek popytu na miedź w 1974 r. spowodował ogromny cios dla Zambii i jej gospodarki.
Nacjonalizacja przemysłu W 1967 r. Kaunda ogłosił politykę ‘filozofii humanizmu’ będącą afrykańską odmianą socjalizmu. Głównym celem była oczywiście nacjonalizacja gospodarki. Rząd przejął po 51% udziałów w 26 przedsiębiorstwach państwowych, w tym w dwóch głównych kopalniach. Pod koniec lat osiemdziesiątych 80% gospodarki należało do sektora państwowego. Znacjonalizowana gospodarka była nieskuteczna i nieekonomiczna.
W 1965 r. pojawił się nowy problem. Rodezja Południowa ogłosiła jednostronną deklarację niepodległości. Zgromadzenie Ogólne ONZ potępiło decyzję Salisbury (obecnie Harare, stolica Zimbabwe) i poparła sankcje ogłoszone przez Wielką Brytanię. Zambia przestała importować towary z Rodezji Pd. W rewanżu Rodezja Pd. wstrzymała dostawy ropy naftowej przez swoje terytorium. Sprzedaż paliwa w Zambii musiała zostać racjonowana. W tym czasie politykę zagraniczną Zambii cechowało zbliżenie do Tanzanii i Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL). Zambia zaczęła sprowadzać paliwa płynne przez Tanzanię. W roku 1974 przy pomocy ChRL wybudowano linię kolejową łączącą Zambię i Tanzanię. Polityka ta miała także ideologiczne podłoże. W Pekinie u władzy była partia komunistyczna, a w Dar es Salaam (dawna stolica Tanzanii; od 1981 r. Dodoma), od 1964 r., Julius Nyerere wprowadzał w życie „ujamma’ ( w jęz. swahili ‘rodzinność’), nową odmianę afrykańskiego socjalizmu. W tym samym czasie terytorium Zambii było miejscem szkolenia partyzantów, walczących z ‘białym rządem’ Iana Smitha w Salisbury.
System jednopartyjny i II Republika Pod koniec lat sześćdziesiątych władza zaczęła wymykać się spod kontroli Kaundy. W wyborach w roku 1969 ZNPN stracił połowę swoich głosów. W tym samym roku Simon Kampewe, wiceprzewodniczący ZNPN, oskarżył swoją partię o prześladowanie swoich towarzyszy z plemienia Bemba i w 1971 r. założył Zjednoczoną Partię Postępową (ZPP) w Pasie Miedziowym. Rok później partia została zawieszona, a jej przywódca aresztowany. Po raz kolejny rząd Kaundy pokazał swoje autorytarne stanowisko. Wcześniej, bo w 1966 r., przed wyborami powszechnymi zawieszona została Partia Zjednoczona. Aresztowanie Kampewe było spowodowane obawą, że dwie opozycyjne partie, ZPP i Afrykański Kongres Narodowy (AKN, poprzednio zw. AKNPP) utworzą koalicję, by przeciwstawić się ZNPN w wyborach w 1973 r. Pod zarzutem separatyzmu etnicznego obie partie zostały zdelegalizowane w 1972 r. Pod koniec tego samego roku Zambijskie Zgromadzenie Narodowe ratyfikowało nową konstytucję i Kaunda ogłosił Zambię jednopartyjnym państwem ZNPN. W ten sposób powstała II Republika Zambijska.
Niebezpieczeństwo politycznego rozpadu państwa było jednym z argumentów Kaundy w opowiedzeniu się za systemem jednopartyjnym. Należy tutaj podkreślić, że Kaunda nie był odosobniony w swoim socjalistycznym rozumowaniu. Podobny argument wysuwali inni socjalistyczni przywódcy w Afryce: Kwame K. Nkrumah w Ghanie i Nyerere. Do innych, często powtarzanych przez nich argumentów należała również konieczność mobilizacji i konsolidacji całego narodu do rozbudowy kraju oraz pogląd, że, system wielopartyjny był pokolonialnym dziedzictwem. W wyborach prezydenckich w 1973 r. Kaunda był jedynym kandydatem. Wyborcy mogli głosować tylko za lub przeciw i Kaunda odniósł prawie jednogłośne zwycięstwo. W kolejnych wyborach w 1978 r. Kaunda zdobył 80% głosów, a pięć lat później liczba Zambijczyków głosujących na Kaundę spadła do 60%.
Filozofia humanizmu w praktyce Od momentu powstania II Republiki sytuacja ekonomiczna zaczęła się drastycznie pogarszać. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy było załamanie się, borykającego się już z trudnościami przemysłu górniczego, spowodowane spadkiem cen miedzi na rynkach światowych. Była to jednak tylko jedna z przyczyn. Dzisiaj nikt nie ma już wątpliwości, że główna wina za kryzys ekonomiczny w Zambii spoczywała na systemie rządów jednopartyjnych, który doprowadził do niewłaściwego zarządzania gospodarką przez rządowych urzędników. Konsekwencją wprowadzenia w życie filozofii humanizmu i systemu jednopartyjnego był ogromny rozrost biurokracji, która pochłonęła wszystkie zasoby kraju. Stanowiska były rozdzielane według partyjnego klucza. W latach 1964 – 1986 obsada stanowiska ministra finansów zmieniła się 12 razy.
W latach osiemdziesiątych niespłacone długi państwowych instytucji sięgały milionów kwacha, czyt. kwacza (w 1987 r. 1 USD był wart 8 kwacha). I tak np. Zambijskie Linie Lotnicze były dłużne Departamentowi Lotnictwa Cywilnego jeden milion kwacha. Zambijskie Koleje Państwowe były dłużne różnym przedsiębiorstwom prawie 30 milionów kwacha. Fundacja Kennetha Kaundy była zadłużona w Ministerstwie Edukacji i Kultury na 4,5 miliona kwacha. W 1986 r roku Ministerstwo Rolnictwa przyznało, że większość projektów prowadzonych za pożyczone pieniądze była deficytowa. Konstytucyjne rozwiązanie, według którego jedyną partią w kraju była ZNPN, jednoznacznie wskazuje na winnego. Do tego należy dodać autorytarne rządy Kaundy, który samodzielnie podejmował decyzje.
Skalę kryzysu ekonomicznego w latach osiemdziesiątych pokazuje jednak dopiero zadłużenie zagraniczne, które w 1984 r. wynosiło 3,6 miliarda USD, a w roku 1988 osiągnęło 6 miliardów USD. Dawało to zawrotna sumę 700 USD na jednego Zambijczyka. Dla porównania zadłużenie zagraniczne na jednego mieszkańca Gambii wynosiło 341 USD, DRK /dawny Zair/ 228 USD, a Mozambiku 211 USD. Sytuację pogarszał jeszcze fakt, że zadłużenie Zambii było 2,5 razy większe od całego krajowego produktu brutto. Dla porównania zadłużenie Nigerii było kilka razy większe (27 miliardów USD), ale stanowiło tylko 48% produktu krajowego brutto.
Socjalizm naukowy Kaunda do tego stopnia nie zdawał sobie sprawy z przyczyn kryzysu, że w 1976 r. ogłosił socjalistyczną koncepcję tzw. komunokracji, mającej stanowić rozwiniecie ‘filozofii humanizmu’. Później, na początku lat osiemdziesiątych zaczął propagować socjalizm naukowy. Jedną z głównych przyczyn rozwinięcia filozofii humanizmu był według Kaundy ciągle jeszcze istniejący kapitalizm i korupcja. Prawdopodobnie innym powodem był brak zrozumienia filozofii humanizmu wśród członków ZNPN i brak entuzjazmu do wprowadzenia go w życie. Tym razem wszystkie Kościoły w Zambii sprzeciwiły się oficjalnie nowej państwowej ideologii. W 1988 r. Rada Kościołów Zambii w liście do Kaundy napisała: „Socjalizm naukowy odrzuca istnienie Boga i jest to pierwsza i główna przyczyna, dla której nie przyjmujemy tej filozofii. Drugim powodem jest fakt, że konsekwencją odrzucenia Boga jest odrzucenie człowieka. W sposób zasadniczy różnimy się od marksistów w rozumieniu osoby ludzkiej i dlatego humanizm marksistowski jest tak zasadniczo różny od humanizmu chrześcijańskiego”.
W tym samym czasie sytuacja w kraju była tragiczna. Socjalistyczne zarządzanie połączone ze spadkiem cen na miedź zmusiło Zambię do pożyczania pieniędzy. Z roku na rok kraj pogrążał się w coraz to większych długach. W 1985 r. Kaunda zmuszony był zaakceptować warunki Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) na kolejne pożyczki. Jednym z nich była redukcja urzędników służb cywilnych o 25% i wycofanie dotacji do żywności. Próba wprowadzenia surowych i drastycznych warunków MFW w życie zakończyła się rozruchami na uniwersytecie w Lusace i strajkami. W 1986 r. przy próbie pacyfikacji rozruchów z rąk sił bezpieczeństwa zginęło 20 osób. Gwałtowne protesty w kraju zmusiły Kaundę do zerwania z MFW, ale tylko na krótko. W 1988 r. Kaunda powrócił do rozmów z MFW i zaakceptował nowe warunki.
Pod koniec II Republiki standard życia mieszkańców Zambii obniżył się w sposób drastyczny, a i inflacja rosła w galopującym tempie, osiągając wynik trzycyfrowy. Spowodowało to powstanie opozycji przeciw rządom Kaundy i stopniowy wzrost jej aktywności. Wiodącą rolę w opozycji odgrywały Kościoły i związki zawodowe. W 1990 r., w wyniku podwojenia cen na podstawowe produkty spożywcze rozruchy się nasiliły. W tej sytuacji Kaunda zmuszony był przywrócić prawo wolności do zrzeszania się. W lipcu tego samego roku powstał Ruch na Rzecz Demokracji Wielopartyjnej (RRDW) z ówczesnym związkowym przywódcą Frederickiem Chilubą na czele. Kaunda zgodził się również na przeprowadzenie referendum, w którym Zambijczycy mogliby opowiedzieć się za lub przeciw systemowi jednopartyjnemu. Takie rozwiązanie nie satysfakcjonowało RRDW. Pod wpływem rosnącej opozycji ze strony Kościołów i związków zawodowych Kaunda poddał się i zgodził się na przeprowadzenie wyborów wielopartyjnych w październiku 1991 r. RRDW zdobyła 125 z 150 mandatów w Zgromadzeniu Narodowym. W wyborach prezydenckich Chiluba zdobył 81% głosów.
Chiluba i III Republika Rząd Chiluby obiecał porzucenie socjalistycznej polityki filozofii humanizmu. Na początku III Republiki Zambia ponownie zaakceptowała wszystkie warunki strukturalnego programu dostosowawczego, narzuconego przez MFW. Objęło to stopniowe likwidowanie dotacji do żywności i wprowadzenie cen wolnorynkowych. Strukturalny program dostosowawczy obejmował również plan prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. Prywatyzacja rozpoczęła się w 1992 r. Wprowadzono sztywną politykę finansową, redukując wewnętrzne pożyczki zaciągane do tej pory przez rząd i państwowe przedsiębiorstwa. Trzycyfrowa inflacja spadła wprawdzie w pewnym okresie nawet do 10%, ale program reform ekonomicznych nie doprowadził do natychmiastowych i odczuwalnych zmian w życiu codziennym Zambijczyków. Tysiące urzędników straciło pracę w sektorze państwowym. Zbliżały się kolejne wybory i Chiluba znalazł się w potrzasku.
Zambia weszła w III Republikę z nadzieją na lepszą przyszłość, ale po pięciu latach od dojścia Chiluby do władzy, Zambijczycy nie widzieli zasadniczej różnicy miedzy rządami RRDW i czasami Kaundy. ZNPN oskarżył rząd Chiluby o korupcję i przemyt narkotyków, co doprowadziło do dymisji wielu wysokiej rangi rządowych urzędników. Do tego doszły problemy wewnątrz RRDW. Chiluba nie był w stanie sprostać rzuconym wyzwaniom i rozłamy w RRDW doprowadziły do powstania nowej partii. W 1993 r. partia Chiluby straciła 13 parlamentarzystów, wśród nich trzech ministrów, którzy przeszli do Partii Narodowej.
Od tego momentu Chiluba zaczął wykazywać skrajną wrogość wobec wszystkich, którzy próbowali być do niego w opozycji. Obsesją rządu stało się powstrzymanie Kaundy od rywalizacji z Chilubą w zbliżających się wyborach w 1996 r. RRDW posiadał wymaganą większość w Zgromadzeniu Narodowym i zdołał wprowadzić do konstytucji istotna poprawkę, według której Kaunda nie mógł stanąć do wyborów, gdyż jego rodzice nie urodzili się w Zambii. Mimo próby zbojkotowania wyborów przez ZNPN, wybory zostały przeprowadzone i Chiluba został wybrany na drugą kadencję. Rok później, w dzień Bożego Narodzenia, Kaunda został zatrzymany przez policję i oskarżony o posiadanie informacji na temat przygotowań do zamachu stanu w październiku 1997 r. Przez pięć miesięcy przebywał w areszcie domowym i dopiero w czerwcu 1998 r. został oczyszczony z zarzutów.
Pod koniec drugiej kadencji Chiluba miał nowa obsesję. Chciał być za wszelką cenę wybrany na trzecią pięcioletnią kadencję. Będąc jednak pod silną presją wewnętrzną (również wewnątrz własnej partii) i międzynarodową zrezygnował z przeprowadzenia zmian w konstytucji i ku zaskoczeniu wyższej rangi towarzyszy partyjnych z RRDW na następcę wyznaczył L. P. Mwanawasę, który nieznacznie wygrał wybory w 2001 r. Opozycja oskarżyła rządzącą partię o sfałszowanie wyborów, ale tym razem opinia międzynarodowa nie wywierała presji z powodu niepewnej sytuacji w Zimbabwe wywołanej reformą rolną Roberta Mugabe.
Walka z korupcją Wielu wierzyło, że było to sprytne posunięcie Chiluby, który starannie wyselekcjonował następcę, by móc nim manipulować za kulisami. Jakiekolwiek były motywy Chiluby, jedno było pewne, Mwanawasa, pierwszy zambijski prawnik mianowany na adwokata i notariusza Najwyższego Sądu Anglii i Walii, uważany był za człowieka prawego i gwarantowało to szansę wygrania wyborów przez RRDW. Nawet polityczni przeciwnicy musieli przyznać, że trudno było znaleźć coś przeciwko Mwanawasie. Jako wiceprezydent Zambii w latach 1991-1995, zrezygnował z tego stanowiska na znak protestu z powodu nadużyć i korupcji w rządzie Chiluby. W 1996 r. próbował rywalizować z Chilubą o przywództwo w partii, ale po porażce wycofał się z życia politycznego.
Podczas swojej pierwszej konferencji prasowej Mwanawasa zapowiedział ostrą walkę z korupcją. Trzeba przyznać, że w pewnym stopniu dotrzymał słowa. W roku ubiegłym Chiluba został oskarżony razem z grupą byłych wysokiej rangi urzędników rządowych o przelanie na prywatne konta w Londynie ok. 4 milionów USD z publicznych pieniędzy. Obrona Chiluby próbowała odpierać zarzuty twierdząc, że pieniądze były przeznaczone na finansowanie operacji zambijskich służb specjalnych. W tym samym roku, po cofnięciu mu przez parlament prezydenckiego immunitetu, Chiluba został aresztowany i przedstawiono mu 169 zarzutów o kradzież, korupcje i nadużycia władzy, którymi naraził skarb państwa na straty w wysokości 29 milionów USD.
Gorzej jest natomiast z korupcją na niższych szczeblach. Mogłem przekonać się o tym w tym roku osobiście. W drodze powrotnej z Lusaki do Botswany mój znajomy został zatrzymany na punkcie kontrolnym przez ludzi z Urzędu Imigracyjnego i oskarżony o nielegalne przekroczenie granicy, mimo ważnej wizy na trzy miesiące. Okazało się, że w paszporcie brakowało mu stempla potwierdzającego „legalny” wjazd do Zambii. Kara za takie przestępstwo podobno wynosi milion kwacha (200 USD). Dla porównania wiza z prawem dwukrotnego wjazdu kosztuje „tylko” 40 USD. Po trzygodzinnych ciężkich „rokowaniach” z urzędnikami wyższego szczebla w biurze Urzędu Imigracyjnego w Lusace, mój znajomy dostał nakaz opuszczenia Zambii w ciągu 24 godzin. Przypuszczam, że mechanizm tej korupcji jest bardzo prosty. Roztargniony czy też podekscytowany turysta przekracza granicę. Podczas kontroli paszportowej urzędnik świadomie nie wbija pieczątki (który turysta na to zwraca uwagę, a z drugiej strony, skąd ma wiedzieć, że ten stempel jest taki ważny), a na drodze do Lusaki jest punkt kontrolny, gdzie koledzy po fachu czekają na swoje „ofiary”.
Najwyższe podatki w Afryce Południowej Prawość i uczciwość to cnoty pożądane w życiu każdego polityka, ale nie wystarczą do wyciagnięcia Zambii z kryzysu ekonomicznego. Mwanawasa i jego ministrowie myślą dalej w kategoriach gospodarki socjalistycznej. Pod koniec ubiegłego roku, Magande, obecny minister finansów, powiedział w państwowej telewizji (jedynej w tym kraju), że Zambia jest bankrutem i dlatego musi podnieść podatki, by pokryć planowane wydatki.
Musimy pamiętać, że Zambijczycy i tak płacą już jedne z najwyższych podatków w Afryce Południowej. Zambia posiada w chwili obecnej system płacenia podatku dochodowego z poborów w wysokości 30% przez potrącenie go w zakładzie pracy. Jest to jedyny próg w podatku dochodowym i obejmuje on prawie wszystkich obywateli Zambii, gdyż tylko dochody do 1,92 mln kwacha (384 USD) na rok są objęte stawką zerową. Należy pamiętać, że przeciętne wynagrodzenie nauczyciela w Zambii waha się w okolicach 500 tys. kwacha miesięcznie, czyli ok. 100 USD.
Od 1 kwietnia bieżącego roku najniższy próg podatkowy ma być podniesiony do 3,12 mln kwacha (624 USD). Prócz tego wchodzą dwa nowe progi: 35% dla zarabiających powyżej 11,76 mln kwacha rocznie i 40% od rocznych dochodów przekraczających 60 milionów kwacha (12 tys. USD). W tym miejscu warto tę sytuację porównać z sytuacja w Botswanie. U południowego sąsiada Zambii również funkcjonuje podatek dochodowy, ale pierwszy próg rozpoczyna się dopiero od dochodów wynoszących 4,5 tys USD, a najwyższy to 18,8 tys., od których Botswańczyk płaci tylko 9,3% podatku oraz 25% z nadwyżki.
Podobnie sytuacja wygląda z podatkiem od osób prawnych. W Zambii występują generalnie trzy rodzaje podatków. Podstawowa stawka podatku to 35%. Przedsiębiorstwa, które znajdują się na liście giełdy papierów wartościowych w Lusace płacą 33%. Banki płacą 35% podatku do kwoty wynoszącej 250 mln kwacha, a z nadwyżki aż 45%. Wyjątkiem są farmerzy i producenci nawozów sztucznych, od których fiskus pobiera tylko 15% oraz przedsiębiorstwa górnicze, które na Skarb Państwa przelewają 25%. W Botswanie zaś podatek dochodowy od osób prawnych wynosi 25%, a w branży wytwórczej tylko 15%. Do tego należy dodać VAT, który w Zambii wynosi 17,5% (w Botswanie tylko 10%) i dodatkowy podatek na służbę zdrowia. Prócz tego pozostaje jeszcze podatek drogowy, w efekcie którego Zambijczycy płacą za paliwo prawie dwa razy więcej niż mieszkańcy Botswany.
Pomijając tu kwestię sprawiedliwości podatku dochodowego, wprowadzenie nowych stóp podatkowych nie zmieni niczego istotnego w zambijskim systemie podatkowym. Przyniesie to wprawdzie tymczasową ulgę najniżej uposażonym, ale wysokie obciążenia podatkowe w dalszym ciągu nakładane przez III Republikę na swoich obywateli będą mieć długofalowy, negatywny wpływ na gospodarkę. Tu warto znowu odnieść sie do Botswany. Przy o wiele mniejszych podatkach i przy chwilowym kryzysie gospodarka botswańska w roku 2002 rozwijała się w tempie przyrostu produkcji wynoszącym 4,2%, co stanowi wynik prawie dwukrotnie lepszy od gospodarki zambijskiej, a przez ostatnie lata, począwszy od 1966 roku gospodarka ta rozwijała się w przeciętnym tempie przyrostu produkcji wynoszącym 9,2%.
Prywatyzacja Przy takim systemie podatkowym nie powinien dziwić fakt, że rząd ma problemy z prywatyzacją Zambijskiego Narodowego Banku Przemysłowego (ZANACO). Po nieudanej próbie odsprzedania 35% akcji ZANACO, w chwili obecnej rząd gotowy jest sprywatyzować 51% swojego banku. Prywatyzacja tego banku jest jednym z warunków stawianych przez MFW i Bank Światowy (BŚ), by zredukować 3 miliardy USD długu w ramach udoskonalonej inicjatywy redukcji długów dla głęboko zadłużonych krajów Południa zwanej „Głęboko Zadłużone Kraje Ubogie” (Heavily Indebted Poor Countries). Pomijając zasady na jakich funkcjonuje MWF i BŚ, szkoda, że procesowi prywatyzacji nie towarzyszy liberalizacja gospodarki, która mogłaby stworzyć niezbędną przestrzeń dla wolnej przedsiębiorczości. W ostatnich dziesięciu latach Zambia sprywatyzowała lub zlikwidowała 257 z 280 państwowych przedsiębiorstw. Mwanawasa ma rację mówiąc, że do tej pory nie było z tego widocznej korzyści dla zambijskiej gospodarki. Niewłaściwa jest tylko ocena przyczyn tego problemu. To nie prywatyzacja, ale wysokie podatki są przyczyną powiększającego się bezrobocia i biedy.
Na poparcie tego niech posłuży fakt wycofania się górniczego giganta, Anglo-American, z potężnej kopalni miedzi w Konkola w Pasie Miedziowym. Powodem tej decyzji była nieopłacalność produkcji nie tylko przy spadających cenach na miedź, ale również przy obecnej zabójczej polityce fiskalnej rządu. Jednym z warunków na poprawę życia przeciętnych Zambijczyków i przyciągnięcie zagranicznych inwestorów byłoby zmniejszenie podatków w ogóle, ale nad rządem Mwanawasy ciągle unosi się „duch” filozofii humanizmu i nowa ustawa budżetowa nie przewiduje żadnych istotnych cięć w wydatkach na rok bieżący. Zamiast cięć tegoroczny budżet przeznaczy 6% na program walki z ubóstwem.
Kościół Katolicki w Zambii W proces zmian polityczno-ekonomicznych zaangażował się również Kościół katolicki w Zambii. Z okazji prac nad nową konstytucją Episkopat zambijski wystosował do wiernych list duszpasterski („From the Catholic Bishops of Zambia on the 2003 Constitutional Review Process”). Biskupi rozpoczynają od rozliczenia się z historią. Ku mojemu zaskoczeniu w „Lekcji z historii” nie ma ani jednego zdania o „filozofii humanizmu”. Czy jest to tylko przeoczenie?
Z listu jasno wynika, że biskupi katoliccy w Zambii opowiadają się za socjalistycznym modelem państwa. Episkopat zambijski zaniepokojony jest, że w przyszłej konstytucji prawa socjalne i ekonomiczne nie są w takim samym stopniu podkreślone jak np. w konstytucji RPA. Chodzi tu m.in. o prawo do wolności od głodu i prawo do pracy w sprawiedliwych i godnych warunkach. Wyliczając całą gamę praw drugiej i trzeciej generacji praw człowieka, biskupi pragną dalszego wzmocnienia roli państwa, gdyż to państwo, w oczach biskupów, ma zapewnić wszystkie te prawa. I tutaj znowu warto dokonać porównania, że w sąsiedniej Botswanie konstytucja ogranicza się tylko do fundamentalnych praw obywatelskich i politycznych (tzw. pierwsza generacja praw człowieka). Niskie podatki i stosunkowo liberalne prawo pracy są motorem napędzającym najszybciej rozwijającą się gospodarkę w Afryce na południe od równika. Jak na ironię marzeniem bardzo wielu Zambijczyków jest wyjazd do toutes proportion gardées kapitalistycznej Botswany w poszukiwaniu pracy, gdzie konstytucja nie gwarantuje takiego prawa.
W swym liście biskupi sięgają do ostatniej encykliki społecznej, „Centesimus annus” (1991), ale tylko raz i to do fragmentu, w którym, według biskupów zambijskich, Jan Paweł II „wychwala” demokrację jako system rządzenia, który najlepiej odpowiada ludzkiej godności (CA 46). Aż prosiło się, by po 40 latach socjalizmu w Zambii zacytować trochę inny fragment: „Człowiek (...) pozbawiony wszystkiego, co mógłby ‘nazwać swoim’ oraz możliwości zarabiania na życie dzięki własnej przedsiębiorczości, staje się zależny od machiny społecznej i od tych, którzy sprawują nad nią kontrolę, co utrudnia mu znacznie zrozumienie swej godności jako osoby i zamyka drogę do tworzenia autentycznej ludzkiej wspólnoty” (CA 13). Słowa te nabierają znaczenia w kontekście nowego budżetu. Czy można zarabiać na życie dzięki własnej przedsiębiorczości, gdy państwo zagarnia 30% dochodów swoich obywateli i ma zamiar dobrać się do następnych dziesięciu procent?
Kulturowy trybunał zbrodni wojennych Czy wobec tego istnieje jakaś realna szansa na zmianę? Podczas konferencji prasowej z okazji oficjalnego odejścia z życia politycznego Kaunda powiedział: „Wkrótce będę miał 76 lat i po ponad czterdziestoletnim przewodzeniu ZNPN mam mocne przeświadczenie, że powinienem przekazać pałeczkę. ZNPN był dla mnie dobry jako swego przewodniczącego i wspólnie osiągnęliśmy wielkie rzeczy” (New African, Maj 2000). Czytając takie wypowiedzi Kaundy mam poważne wątpliwości co do zmiany kierunku w polityce zambijskiej. Brak właściwej oceny filozofii humanizmu, dziwnej mieszanki socjalizmu i chrześcijaństwa, która doprowadziła do obecnego kryzysu ekonomicznego i w dalszym ciągu ciąży na sposobie rządzenia obecnej ekipy, nie rokuje dobrze na poprawę sytuacji w najbliższej przyszłości.
Na
zakończenie chciałbym przypomnieć pomysł rzucony na łamach The National
Review zaraz po upadku Muru Berlińskiego i wydostaniu się Europy
Wschodniej z kajdan komunizmu. Cal Thomas zasugerował tam, by dla
polityków, naukowców, dziennikarzy i kleru ustanowić „kulturowy trybunał
zbrodni wojennych” (cultural war crimes tribunal). Ze zrozumiałych
względów panujących we współczesnej światowej polityce pomysł ten nie
został jeszcze podjęty, ale uważam, że byłaby to dobra okazja, by ci,
którzy w przeszłości popełnili błąd w ocenie komunizmu, mogli publicznie
skonfrontować swoje błędy. Pomysł powinien objąć również Czarny Kontynent
oraz ludzi odpowiedzialnych w czasach pokolonialnych za eksperymenty z
afro-socjalizmem i afro-marksizmem. Lista takich ludzi byłaby równie długa
jak w Rosji, Polsce, Chinach czy Kambodży i z całą pewnością twórca
„filozofii humanizmu” zająłby na niej jedno z czołowych miejsc.
Kiedys zadzwonilem do Marka Grzecha do Livingstone. Powiedziano mi, ze jest na meczu. Drugi raz to samo, a trzecim razem on sam odebral i powiedzial po kilku slowach: “Spiesze sie. Musze juz isc na mecz.” Troche mnie to zdziwilo, bo znalem go z Polski i nigdy nie przejawial tak wielkiego zainteresowania pilka nozna. Po drugie, z calym szacunkiem do zambijskiego pilkarstwa, tamtejsza liga nie gra jak wloska “Serie A” albo angielska “Primership”.
Wszystko sie wyjasnilo po moim przyjezdzie do Livingstone. Nie chodzilo o zadna narodowa lige, ale o Markowa lige i to w dodatku zenska. W Zambii jest wiele biedy. Mlodziez z biednych dzielnic nie ma wiele mozliwosci dobrego spedzenia czasu. Wiele mlodych ludzi angazuje sie w zwiazki, ktorych konsekwencja sa niechciane ciaze, czy obecna plaga Afryki: AIDS. Kosciol stara sie temu zaradzac, a jedna z najwazniejszych metod jest przyciagniecie mlodziezy i wykorzystanie mlodej energii w dobrym kierunku.
Marek, redaktor naczelny diecezjalnego magazynu “Echo Livingstone”, wymyslil dla duzej grupy dziewczat lige pilkarska. Ogromna wiekszosc tych dziewczyn pochodzi z bardzo trudnego srodowiska i nie trzeby wielkiej wyobrazni, zeby sobie odpowiedziec na pytanie: “Co by bylo, gdyby...” Spotkania z tymi dziewczynami to treningi, z prawdziwym trenerem, mecze, ale nie tylko. Jest tam takze czas na modlitwe, nauczanie katechizmu i zwykle rozmowy o zyciu; zwykle, ale jakze potrzebne mlodemu czlowiekowi. Poza tym te dziewczyny naprawde dobrze kopia pilke.
rs
Romek Janowski, Livingstone Zbliżające się Święta Bożego Narodzenia pobudzają mnie do podzielenia się moim doświadczeniem więziennym. Nie dlatego, że ja tam byłem uwięziony, ale że sam wielokrotnie dawałem się uwięzić. Ktoś mógłby zapytał cóż to ma wspólnego z Bożym Narodzeniem. To właśnie tutaj Chrystus rodzi się każdego dnia w sposób szczególny. Jego głos jest tłumiony i ledwie słyszalny na zewnątrz, a mimo tego On tutaj jest i ciągle przychodzi na nowo. Rodzi się w sercach ludzi, których życie zostało zatrzymane a jednocześnie rozpoczęło się nowe. Jest ono połączone z ogromnym cierpieniem, ale jest to dopełnienie cierpienia Chrystusowego. Ktoś może powiedzieć: zasłużyli to niech cierpią. I tak i nie. Bardzo często życie ich do tego zmusiło, że są tutaj. Sytuacja ekonomiczna kraju już od ponad piętnastu lat jest bardzo skomplikowana i trudna. Wiele zakładów pracy zostało zamkniętych i ludzie nigdy nie otrzymali wynagrodzenia za przepracowane lata. Nie mieli szansy na znalezienie nowej pracy, więc przez jakiś czas dorabiali pracą dorywczą, a kiedy i ta skończyła się głód i nędza zmusiła ich do szukania nielegalnych sposobów na przeżycia. I w ten właśnie sposób znaleźli się w miejscu, które jest dla nich powolnym umieraniem. Czasami nawet kilkumiesięczny pobyt w więzieniu kończy się tragicznie. Jest to spowodowane bardzo trudnymi warunkami, często nieludzkimi warunkami, które trudno nawet nazwać ludzka egzystencją. I w takim właśnie cierpieniu rodzi się Chrystus. Ci ludzie dość szybko otwierają się na Słowo Boże. Jezus Chrystus rodzi się w ich sercach.. Widać to w zmianie ich sposobu myślenia, w otwarciu się na potrzeby drugiego współwięźnia, w dzieleniu się nawet tym niewielkim pożywieniem, które otrzymają z zewnątrz od rodzin mieszkających w pobliżu, albo też od niewielu ludzi dobrej woli. Niekiedy jest to rzeczywiście niewielki kawałek chleba czy innego pokarmu, który tym bardziej potrzebuje większej ofiary na podzielenie się z innymi. Co powoduje, że to życie jest tak trudne? Więzienie jest przepełnione, 100% ponad normalne możliwości, na jakie było ono zaplanowane. Przez wiele lat nie było żadnych remontów. Ubikacje nie funkcjonują od lat, więc potrzeby osobiste są załatwiane grupowo w jednym pomieszczeniu, a następnie ręcznie spychane do systemu kanalizacyjnego, który też nie działa najlepiej. Można sobie wyobrazić zapach rozchodzący się dookoła a zwłaszcza w sąsiedniej jadalni, chyba na niewiele zdadzą się dodatkowe przyprawy. A swoją drogą jest tylko jeden posiłek na dzień. Był czas, że był tylko jeden na trzy dni. Jadłospis nie jest trudny do zapamiętania. Jest to mielona kukurydza na przemian z grochem albo kapusta. Mięso jak pojawi się trzy razy na rok to już jest bardzo dużo. Od kilku miesięcy woda nie działa wewnątrz w miejscu przebywania więźniów. Jest tylko jeden kran na zewnątrz, który jeszcze działa. Aby dostać wodę do picia, mycia czy tez innych potrzeb trzeba przejść przez bramę, która zawsze jest zamknięta i tylko za specjalnym pozwoleniem może być otwarta. Więc woda jest najczęściej przepychana w małych pojemnikach z zewnątrz przez tych więźniów, którzy są bardziej zaufani. Cele nie mają łóżek tak ze względów ekonomicznych jak i praktycznych, aby zyskać więcej miejsca na materace układane na podłodze. Tak więc więźniowie śpią ściśnięci co powoduje inne niebezpieczeństwa i choroby. Materace i koce są bardziej niż zużyte. Większość więźniów stroje więzienne widziała ponad dwa lata temu. Chodzą we własnym ubraniu, które szybko zużywa się, wiec chodzą prawie tak jak ich Pan Bóg stworzył. Oczywiście w takich warunkach o choroby nie trudno.
Opieka lekarska jest prawie całkowicie sparaliżowana. Do szpitala oddalonego ponad dwa kilometry mogą dostać się tylko ci, którzy są umierający. Transport jest nieosiągalny, więc jeżeli jest dobry dzień i dobry Samarytanin pojawi się na czas to pomoże, jeżeli nie to zdrowsi więźniowie pomagają chorym dowlec się do szpitala. W przepełnionym szpitalu nie łatwo znaleźć miejsce, wiec często wizyta u lekarza kończy się z receptą w ręku. I ponownie dobry Samarytanin jest potrzebny na zrealizowanie recepty. Przy takich możliwościach nikt nie może sobie pozwolić na oglądanie telewizji, słuchanie radia, czytanie codziennej prasy. Może dzięki temu więźniowie mają więcej czasu na słuchanie głosu Bożego. Patrząc na warunki tutaj można łatwo zauważyć, że więzienia w Stanach Zjednoczonych, czy w niektórych krajach europejskich byłyby pałacami dla naszych więźniów. Przedstawiony tutaj obraz sytuacji więziennej jest tylko małym wycinkiem tego, co tutaj panuje. Jeśli ktoś mi nie wierzy, że to jest możliwe to zapraszam do środka na kilka dni. I obiecuję przynajmniej jedne odwiedziny. Początkowo patrząc na to wszystko zastanawiałem się jak ci ludzie mogą przeżyć? Dzisiaj już znam odpowiedź na to pytanie. Ta twardość życia otwiera ludzi na Łaskę Bożą, która pomaga im przetrwać najtrudniejsze chwile. Jest to inna piękna strona życia więziennego. Większość więźniów otwiera się bardzo szybko na Słowo Boże, które pozwala im zaakceptować własny błąd i spojrzeć na życie w innym świetle. Przemiana następuje podczas różnych spotkań dzielenia się Słowem Bożym. To właśnie wtedy rodzi się Chrystus w Ich sercach. Wyrażą to w swoich słowach jak też i w zmianie postępowania. A zapytani przy okazji jak Pismo Święte wpływa na nich powiedzieli: "Czuję się mocny i pewny, że moje życie całkowicie zmieniło się.”, "Jestem bardzo pewny, że nigdy nie zrobię tego samego błędu.", "Tylko dzięki Słowu Bożemu możemy przetrwać te okropne warunki.”, ”Trudno jest tutaj mieć nadzieję ale Jezus Chrystus jest naszą nadzieją.”, ”Dzielenie się Słowem Bożym jednoczy nas i otwiera na potrzeby innych.”, "Słowo Boże pomaga nam czuć się bardziej rodziną.” Jeden więzień krótko po zakończonym wyroku przyszedł mnie odwiedzić i powiedział: "Dziękuję Ojcze za okazaną nam miłość i opiekę - twoje słowa, bardzo mi pomogły. Teraz wiem, że nigdy nie odejdę od Boga." Wielu więźniów czyta Pismo Święte i chrześcijańską literaturę. Niektórzy czytają dla tych, którzy nie umieją czytać. Nie ma też za wiele egzemplarzy Pism Świętych, więc dzielę się nimi. Czasami nawet oficerowie uczestniczą w naszym dzieleniu się Słowem Bożym. W czasie dzielenia się Słowem Bożym rzeczywiście widać jak Bóg staje pośrodku nas. Dotyka On więźniów. Jezus Chrystus rodzi się ciągle na nowo w ich sercach. Jest to piękny obraz Bożego Narodzenia. Tylko dzielenie się Słowem Bożym, bez praktycznych czynów, nie byłoby prawdziwe. Dlatego też ciągle pamiętam o słowach świętego Jakuba: „Jeśli na przykład jakiś brat lub siostra nie mają w co się ubrać lub co jeść, a wy im powiecie: idźcie sobie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta - lecz sami nie dacie im nic z tego, co konieczne do życia - to na cóż wszystkie wasze słowa? Tak tedy wiara, jeżeli nie towarzyszą jej dobre uczynki, martwa jest sama w sobie" (Jk 2:15-17). Staram się w różny sposób odpowiedzieć na ich potrzeby, ale to nie jest łatwe, gdyż grupa jest bardzo duża: ponad 700 mężczyzn i około 20 kobiet.
Jednak wierzę, że nawet mała pomoc ma wielkie znaczenie, gdyż jest to Chrystus cierpiący w tych więźniach. Przy moich niewielkich możliwościach - czasami przynoszę im mydło, cukier, olej do gotowania, pomagam wysyłać listy do rodzin, organizuje Pismo Święte i chrześcijańską literaturę, czasami piłki do gry, lekarstwa, ubrania (szczególnie spodenki), opuszczającym więzienie pomagam znaleźć transport do domu jak też inną pomoc w zależności od potrzeby. Oczywiście potrzeby są ogromne porównując z moimi możliwościami. Jednak mocno wierzę, że nawet odrobina miłości okazana im będzie miała duże oddziaływanie i dotrze do ich serc. To nie ja, ale Jezus dotyka ich serc i sprawia, że stają się innymi ludźmi opuszczając więzienie, czy nawet umierając tutaj. Czasami opuszczają więzienie z nowym życiem w sobie, lecz bez szans powrotu do rodzin i do społeczeństwa, które nie chce dać im nowej szansy. Rodziny nie chcą znać ich więcej. Społeczeństwo po prostu boi się ich i im nie ufa. Więc gdzie mają pójść? Nie ma dla nich miejsca, tak jak nie było miejsca dla Jezusa w Betlejem. To, co wyżej opisałem jest moim własnym doświadczeniem z ostatnich czterech lat pracy w wiezieniu w Livingston, w tej części świata, która niekiedy jest zapomniana, której cichy głos jest prawie niesłyszalny. I tym właśnie chciałem podzielić się z Wami przed Świętami Bożego Narodzenia. Mamy tutaj nasze "Betlejem" gdzie Jezus Chrystus ciągle rodzi się na nowo.
|