|
W zwiazku z
przejsciowymi problemami z zaopatrzeniem (tak sie okresla sytuacje w
Zimbabwe w zimbabwianskich gazetach) wybralismy sie z Khulem i z
Malym na ekstarwaganckie zakupy do RPA (1000 km w jedna strone),
zeby kupic takie delikatesy jak: make do pieczenia chleba, olej do
smazenia, ryz, makaron, drozdze, lancuch do motoru, maszyny do
okladania ksiazek, kawe, zupki chinskie, jakas gazete o motorach i
pare innych drobiazgow.
A skoro juz mielismy
byc
tak daleko/blisko to Khulu postanowil zrealizowac dawne plany
wyjazdu do Lesotho na spotkanie z tamtejszymi biskupami czy cos (Khulu
jest koordynatorem SVD od Apostolatu Biblijnego na cala Afryke).
Tak wlasnie po raz
pierwszy przekroczylismy granice
panstwa/krolestwa
Lesotho. Panstewko male, wewnatrz terytorium RPA.
Bylismy tam tylko pare
godzin: dlugi spacer po stolicy i pareset kilometrow ogladania kiedy
wracalismy inna droga.
Tutaj
sa zdjecia
, takie na szybko i bez ustawiania, takie zwykle z ulicy albo
okien samochodu. Takie pierwsze wrazenia zarejestrowane.
I jak Lesotho?
Biedne ale ladne;
jakie gory!!! I wszystko z piaskowca -
jak te gory porzebione
woda niezwykle.
Ludzie usmiechnieci -
naprawde lubia zdjecia
(tylu chetnych do
zdjecia na ulicy to w zadnym kraju nie mialem).
Oj, chyba trzeba
bedzie tam wrocic na dluzej....
Oj, moze Khulu jakies
spotkanie bedzie mial:-) |