...zaczelo sie jak zwykle: Przyszli ludzie.

A potem zrobilo sie niezwykle:

- Nyanga chce byc ochrzczony - nyanga to tyle co czarownik. COS TAKIEGO SIE NIE ZDARZA!!

 

Zaczelo sie wyjasniac:

Dziadek byl czarownikiem dziesiatki lat. Na starosc mocno zachorowal (nogi cale zabandazowane, jakies niegojace sie rany) lezal w lozku (wlasciwie juz nie chodzil, czasem tylko podpierajac sie dwoma kijami) i mial duzo czasu do myslenia. Gdzies wsrod tych mysli cierpliwy Bog dziadka nie opuszczal i nyanga zaczal sie modlic. Dotarlo ile zla narobil w zyciu i postanowil sie ochrzcic i jak sam powiedzial: "Juz nie chce zabijac. Chce przejsc od szatana do Boga."

....

 

Mniej wiecej w tym czasie, corka zabrala dziadka do miasta, do lekarza. Corka nalezy do lokalnego kosciola chrzescijanskiego (mamy tu takich wiele). Dziadek jej opowiedzial o swoim pomysle. Corka sie ucieszyla i zapytala do jakiego kosciola chce nalezec? Dziadek odpowiedzial, ze chce byc katolikiem. A synowa ex-nyangi jest... moja parafianka.

 

Dziadek chcial, zeby przyszli ludzi z parafii. Przyszli. I poprosil, zeby modlili sie za jego uzdrowienie bo chce byc katolikiem. Nikt nie odwazyl sie dziadka "uzdrowic" (dziadek sie pewnie zdziwil bo w naszych lokalnych kosciolach "uzdrawiaja" od razu:-)

Ludzie poszli po ksiedza.

 

Kiedy wszedlem dziadek sie ucieszyl. Zaczelismy rozmawiac (w kilku jezykach rownoczesnie, nie obeszlo sie bez pomocy tlumaczy). Potem dziadek dlugo  opowiadal o tym co wyprawial jako czarownik. Plakal jak male dziecko kiedy mowil o aborcjach, ktorych wykonal dziesiatki.

 

A potem czekal co powiem.

Ja tez czekalem. Na jeszcze jedno zdanie. I wreszcie:

- Jesli Bog mnie pokaral choroba to niech tak bedzie. Niech cialo zostanie chore. Ale niech oczysci moje serce.

 

Wtedy sie ucieszylem!

- Czy rozumiesz, ze po chrzcie Bog wcale nie musi uzdrowic twoich nog?

- Tak.

- Jeszcze musisz zrozumiec, ze choroba to nie kara od Boga! Pan Bog cie nie ukaral! Czekal az zrozumiesz, dopuscil przekleta chorobe ciala, zebys uratowal swoja dusze. Czy wierzysz, ze Jezus jest i czlowiekiem i Bogiem? - musialem zapytac, skoro dziadek chce zostac katolikiem.

....

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

- Co? - dziadek nie bardzo zrozumial. Ludzie przetlumaczyli pytanie ale dziadek wciaz drapal sie w lysine.

- Do kogo sie modlisz? - zapytalem (Duch Swiety istnieje:-)

- Do Jezusa!

- A czemu?

- Bo jest Mwari!

- Czyli jest Bogiem. A w to wlasnie wierzymy w kosciele katolickim. I wierzymy, ze jesli bedzie chcial to cie uzdrowi. Ale to nie zalezy ani ode mnie ani od ludzi z kosciola. Rozumiesz?

- Tak.

- I dalej chcesz byc ochrzczony?

- Tak.

- No to bedziesz.

 

Teraz ostatni problem: kiedy? Dziadek byl gotowy od razu:-) Na szczescie na stole lezal kalkulator. Zapytalem dzidka czy wie co to jest. No wie. A czy umie sie tym poslugiwac? No to nie.

- To bym chcial, zebys nie tylko cos mial ale zebys umial sie tym poslugiwac tez. Dlatego prosze bys sie zgodzil, przed chrztem, na pare "lekcji" o sakramentach, Biblii, Kosciele itd.

- Zgadzam sie - powiedzial. - I tez mam prosbe.

- Slucham.

- Wiem, ze nie jestes Bogiem ale chcialbym abys mnie przyjal tak naprawde. Ja teraz do ciebie przyjde - siedzial w drugim koncu pokoju - i jak sie przewroce to nic. Ty tylko otworz ramiona i czekaj na mnie.

 

Teraz kiedy to pisze, brzmi to troche nadecie i teatralnie ale wtedy to bylo po prostu proste i piekne. Sakrament powrotu:-) Dziadek wstal powoli, nie podpieral sie swoimi kijami (!) i powoluktu zrobil pierwszy krok. Wygladalo bolesnie. Na bandazach pojawila sie krew.

 

....

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

...

I wtedy zaczal spiewac. Pozniej mi ludzie przetlumaczyli, ze spiewal "Wracam do Ciebie, Ojcze, wracam do Ciebie, moj Boze".

Kroczek za kroczkiem podszedl do mnie. Ukleknal. Ja tez . Objelismy sie szczerze. Dziadek plakal i sie smial. - Witaj, ty katoliku! Mwari cie znalazl:-))))

 

 

 

Anieli w Niebie dostali czkawki z radosci (por. Lk 15,10) a mi sie zaczal weekend bo to wszystko sie dzialo w niedziele po Mszy:-)))