|
Byliśmy w Matopos...
Miejsce słynne z powodu słynnych balansujących skał. Niesamowite. Moja teoria jest taka: Pan Bóg zajął się tym miejscem dopiero wieczorem w Sobotę Stworzenia. Zostało Mu trochę kamieni. Zaczął budować jakieś niesamowite góry. Ale nagle wybiła północ. I tak zostało. Niektóre kamienie prawie wiszą w powietrzu. Inne za chwilę powinny spaść. Ale dyndają tak od tysięcy lat. Wyłączona grawitacja normalnie!
No i na pięknej górze, z jeszcze piękniejszym widokiem (Mały twierdzi, że tu jest prawdziwa Afryka jak z Króla Lwa), znajduje się grób Rhodesa. Dawnego, białego właściciela Zimbabwe i okolic (że przypomnę: do wyzwolenia, w roku 1980, Zimbabwe nazywało się Rodezja). Grób rzecz święta. Ale obok tego grobu stoi pomnik. Architektoniczna porażka i koszmarek. Do tego napis głosi: "Odważnym ludziom, którzy zginęli w walce z ludem Ndebele" (plemię, które tu mieszkało, przetrwało białych i nadal mieszka). Jakby ktoś na Kopcu Kościuszki wywalił pomnik bohaterskim zaborcom, którzy poginęli, biedactwa, w walkach z polskimi dzikusami. I tego trochę nie rozumiem.
Tu może sobie pozwolę na kolejną teraźniejszo-historyczną obserwację: sądy. Jeszcze 20 lat temu blade twarze w śmiesznych angielskich, lokowatych, blond perukach odmawiali Zimbabwiańczykom prawa do godności. A dziś Zimbabwiańczycy siedzą w sądach w tych samych blond perukach. Wygląda to... |