Tak mnie wzięło to miejsce,że właściwie porządnych zdjęć nie zrobiłem dookoła.

Ps. Zdjęcia wykonane tylko w jednym miejscu. Nie widać właściwie 
tańczących skał. A czyż to nie jest czysta forma. Rzeźbka - no powiedz!  

Portret chmury chyba.
A tu rzeka płynie. Czasami.
Pod światło. Między tymi kamieniami jest grób Rhodesa.
No co? Kamienie!
Mały SMSuje do Simby jak tu pięknie.

Byliśmy w Matopos...

 Miejsce słynne z 
powodu słynnych balansujących skał. 
Niesamowite. Moja teoria jest taka: Pan 
Bóg zajął się tym miejscem dopiero 
wieczorem w Sobotę Stworzenia. Zostało 
Mu trochę kamieni. Zaczął budować jakieś 
niesamowite góry. Ale nagle wybiła północ. 
I tak zostało. Niektóre kamienie prawie 
wiszą w powietrzu. Inne za chwilę powinny 
spaść. Ale dyndają tak od tysięcy lat. 
Wyłączona grawitacja normalnie!

No i na pięknej górze, z jeszcze 
piękniejszym widokiem (Mały twierdzi, że tu 
jest prawdziwa Afryka jak z Króla Lwa), 
znajduje się grób Rhodesa. Dawnego, 
białego właściciela Zimbabwe i okolic (że 
przypomnę: do wyzwolenia, w roku 1980, 
Zimbabwe nazywało się Rodezja). Grób 
rzecz święta. Ale obok tego grobu stoi 
pomnik. Architektoniczna porażka i 
koszmarek. Do tego napis głosi:
"Odważnym ludziom, którzy zginęli w walce 
z ludem Ndebele" (plemię, które tu 
mieszkało, przetrwało białych i nadal 
mieszka). Jakby ktoś na Kopcu Kościuszki 
wywalił pomnik bohaterskim zaborcom, 
którzy poginęli, biedactwa, w walkach z 
polskimi dzikusami. I tego trochę nie 
rozumiem.

Tu może sobie pozwolę na kolejną 
teraźniejszo-historyczną obserwację: sądy.
 Jeszcze 20 lat temu blade twarze w 
śmiesznych angielskich, lokowatych, blond 
perukach odmawiali Zimbabwiańczykom 
prawa do godności. A dziś 
Zimbabwiańczycy siedzą w sądach w tych 
samych blond perukach. Wygląda to...

Ps II. Tam też mieszkają nosorożce. Widzieliśmy.

powrot
dalej