Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Mszyczka codziennie rano.
Baobab. Młodziutki, na oko jakieś 500 lat:)
Ciekawe jak to wygląda z wodą dookoła?
Tak się zaczyna wyspa baobabów.
Odpoczynek na spękanej ziemi.
Markowy (bo dobry oraz bo Marka) samochód na tle nicości i kilku naszych.
Jasiu i Mały. Ujęcie z lotu flaminga.
Od prawej: Zbyszek, Jasiu i ja. Z góry lepiej TO WIELKIE NIC widać.
nvb
Krystian na tle nicości.
Fajnie by się u góry jechało całą drogę. Gorąca patelnia z silnikiem i kołami.
Mały poszedł sprawdzić czy tam naprawde nic nie ma.
        a w tle to, po czym tam chodziliśmy
Marek (w zielonym kapeluszu) znalazł kolejne starodawne, jaskiniowe malowidło. A Jasiu krzyczy: "Ale pokaż mi palcem!!!"
Zbiorowe przed wyjazdem.
dalej
Obrazek
Szóste, jak zwykle jubileuszowe spotkanie polskich 
werbistów z naszej prowincji
 (Botswana, Zambia i Zimbabwe) 
przeszło już niestety do sympatycznej historii. Spotkaliśmy się
w Botswanie, w Sebinie - czyli u Sławka. Obecność 100% z 
jednym usprawiedliwionym wyjątkiem.
Oczywiście było przemiło.
Nie zakończyliśmy na uciechach żołądkowych, ale jak co roku
był program kulturalno - oświatowy. Pierwszego dnia 
szukaliśmy starodawnych malowideł w jaskiniach i ruin. Z 
sukcesem!

Ale prawdziwy szok przeżyłem dnia następnego. 
Pojechaliśmy zobaczyć Makgadikgadi. Trzeba włączyć 
wyobraźnię bo zdjęcia się nie powiększą
Wyobrazić sobie należy płaściutki doskonale stół (albo 
wyschnięte morze z płaskim dnem) o wymiarach 150 x 50 
kilometrów! (Dla dokładności geograficznej: właściwie to  
obok  jest następny taki "stół".) Kojarzy się to z Księżycem 
(szarawe kolorki),bo na Ziemi nic podobnego nie ma. Daleko 
na przepustym horyzoncie pojawia się fatamorgana 
(jesteśmy w końcu na obrzeżach Kalahari) i normalnie widać 
wodę!
To wyschnięte zaczarowane morze ma także zaczarowaną 
wyspę na której rosną... dziesiątki baobabów! Już pojedynczy
wygląda niesamowicie (i od razu się kojarzy z Małym 
Księciem), rzadko rosną dwa obok siebie. A tu? Las! Drzewa 
są ogrooooomne. Niektóre mają podobno 4 tys. lat!
Czasem te zbiorniki wypełniają się wodą. I co roku rodzi się 
tam tysiące flamingów! Z piachu po którym łazimy wyrabia się
sól w ogromnych ilościach. 
Wycieczka super. Chociaż, żeby pobyć godzinkę na 
Makgadikgadi musieliśmy spędzić 11 godzin na pace a 
słoneczko dało popalić niesamowicie. Bye, bye skóro z 
twarzy.
Następne spotkanie za rok. Niestety z większością chłopaków
zobaczymy się dopiero wtedy. Na 7 mym jubileuszowym:)