| mnj |
| NIEDZIELA WIELKANOCNA |
| LANY PONIEDZIAŁEK |
| Tu jest zupełnie nie lany. Nawet kran dziś rano nie uraczył mnie wodą. Ani nawet błotkiem. Po drodze do stacji bocznej zabieramy z misyjnego szpitala mamuśkę z synkiem. Się urodził wczoraj. Ostatnia stacja świąteczna . Msza po afrykańsku - czyli zaczynamy 2 godziny po czasie. A po Mszy katastrofa: wszyscy chcą zdjęcia a mi się film skończył. I taki to koniec przedłużonego Wielkiego Tygodnia. Wieczorem powrót do Plumtree. Jutro Botswana i coroczne spotkanie polskich werbistów z naszej prowincji. Ale to już zupełnie inna historia... |
| Rano postanawiamy kupić coca colę. Trzeba jakoś zaznaczyć świąteczny charakter świat. Już po 40stu minutach znajdujemy sklep, który posiada. Gdyby nam ludzie nie pomogli to byśmy nigdy tego sklepu nie znaleźli. Drogi prawie nie było. Ludzi też. Sklep widmo. I ceny jak sprzed wyborów. Cuda. Wieczorne uroczystości - 5 godzin radości. Oczywiście chrzest. A jak ludzie zaśpiewali to buty spadają! I tańczyć się chce. Na szczęście nie trzeba się powstrzymywać. Też się do ogólnej radości przyczyniłem jak zacząłem czytać te wszystkie imiona świętych z I Modlitwy Eucharystycznej (jest coś podobnego na płycie Arki Noego). Po polsku to brzmi śmiesznie trochę ale jak zacząłem to wymawiać po sindebelsku... Kilkoro dzieci prawie rozerwało z duszonego śmiechu. Gdyby nie powaga chwili to pewnie mnie pierwszego rozrzuciłoby w kawałeczkach po kościele. Ale co tam!!! Jezus udowodnił, że jesteśmy nieśmiertelni! |
| Wielkanocny poranek. Wszystko znowu normalne i przepiękne. I możliwe. W kazaniu nie zabrakło niebieskich Harleyów Davidsonów. A wieczorem wybieramy się na spotkanie okolicznego duchowieństwa. Skoro nie można się wybrać do Babci... |
| nie klikaj na zdjecie i tak sie nie powieksza :-)) i to nie jest moja wina! |
| WIELKA SOBOTA |