Obrazek
nbf
Kilkanaście stron temu 
pisałem o naszej 
wyprawie do Zambii. O 
odwiedzinach polskich
misjonarzy i misjonarek. 
I o pewnej siostrze, 
która zrobiła kawę i 
opowiadała 
niesamowite rzeczy. A 
dziś dostałem maila od 
mojej kuzynki. I oto 
mamy dalszy ciąg 
opowieści o s. Marioli:
   Dzięki polskiej misjonarce Nelly będzie żyć.
Czytałam kiedyś na Twojej stronie o siostrze Marioli Mierzejewskiej prowadzącej 
sierociniec w Lusace, która przywiozła do Polski małą dziewczynkę z Afryki i której 
siostra adoptowała tę dziewczynkę. Wyobraż sobie, że ja pracuję z bratem siostry 
Marioli; Kazimierzem. Opowiadał mi on o swojej siostrze i tej adoptowanej 
dziewczynce, pokazywał zdjęcia  już wcześniej zanim przeczytałam o tym na twoich 
stronach. Jaki ten świat mały : ) Nie wiem czy słyszałeś o tym że... (poniżej wkleiłam 
artykuł z  Gazety Pomorskiej):
Grudziądzki neurochirurg Adam Zaborowski pomyślnie zoperował 8 letnią Nelly z Zambii, 
usuwając jej guz mózgu. Dziewczynce, po 2 wcześniejszych operacjach, udzielenia pomocy już 
nie podejmowali się lekarze w Lusace i Harare. (i to ją pewnie uratowało!; dopisek m.m.) Dla 
Nelly Nyirenda była to ostatnia szansa ratunku. Dziewczynka, przebywająca w zambijskim 
sierocińcu miała już za sobą dwie operacje. O zdrowie Nelly niestrudzenie walczyła Polka, siostra 
Mariola, pochodząca z Nowego nad Wisłą. Już 13 lat prowadziła ten sierociniec w buszu i misję.
Mówi siostra Mariola: To dziecko wiele wycierpiało, ale z ogromną siłą woli i spokojem znosi 
kolejne operacje. Przyjęłam 2 miesięczną Nelly, kiedy miała grużlicę (po matce). Grużlicę 
wyleczono, ale dziewczynka zapadła na pogrużlicze zapalenie opon mózgowych i trafiła na 4 
miesiące do szpitala w Lusace. Pojawiło się wodogłowie, całkowity paraliż, straciła wzrok. 
Lekarze dawali jej 2 miesiące życia. Zabrałam ją, umieściłam w  swoim pokoju w sierocińcu i tak 
przeżyła 9 miesięcy. Kiedy zdołałam doprowadzić do wykonania badań tomograficznych, 
poszukałam neurochirurga w sąsiednim kraju. Po usunięciu najpierw połowy ogromnego guza 
(według lekarzy nie przeżyłaby próżni po wycięciu od razu całego), zaczęła siedzieć, mówić. 
Wróciła nadzieja. Podczas drugiej operacji usunięto kolejną część guza. Nelly odbywała 
rehabilitację, ćwiczyła. Ale i cierpiała, mdlała, traciła równowagę, przestawała mówić. Poczułam 
się bezsilna, gdy w lipcu ubiegłego roku lekarz w Harare odmówił dalszej terapii i oświadczył, że 
zrobił już wszystko, co możliwe.  Żaden szpital na świecie nie jest jej w stanie pomóc, tak  
zawyrokował.Siostrze Marioli, walczącej o życie Nelly od 8 lat, pozostała już tylko modlitwa. I 
wówczas jej mieszkający w Grudziądzu brat doradził skontaktowanie się z dr Adamem 
Zaborowskim ordynatorem neurochirurgii Szpitala im. Biegańskiego, z powodzeniem 
operującym najtrudniejsze przypadki. Chwytając się ostatniej przysłowiowej deski ratunku, 
wysłała do niego wyniki badań, a ten wyznaczył konsultacje na 21 stycznia 2002 r. "British 
Airways" zapewniły siostrze Marioli i Nelly bezpłatny przelot w obie strony. Operacja w Szpitalu 
Miejskim w Grudziądzu odbyła się przed tygodniem. Trwała 7 godzin. Liczono się z utratą mowy, 
wzroku, bezwładem. Jednak po 2 dobach na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej Nelly 
przebudziła się, poruszyła rękoma i poprosiła... o pomarańczę. Powiodło się.
Gdyby nie ta operacja, Nelly nie przeżyłaby. Zmiany w mózgu były bardzo duże. Dziś z godziny na 
godzinę jej stan się poprawia. Sprawniej porusza się o własnych siłach. Nie zawodzi pamięć   
rozpoznaje na zdjęciach dzieci z sierocińca.
Obrazek
    Niem mam zdjęcia Nelly. Więc na zdjęciu mój kolega z Mutoko.
dalej
powrot