początek


               

 

                   scena szósta: PAŁAC HERODA

 

Narrator

                  I pobiegli pastuszkowie

      Do Betlejem, tej mieściny,

                  By za anielskim posłaniem

                  Hołdy oddać dla dzieciny.

                  My tymczasem ich zostawmy,

      Niech się cieszą taką chwilą,

      Bo musimy jeszcze przeżyć

      Scenę, mówiąc szczerze; niezbyt miłą.

      Drodzy państwo, jak już wiecie,

      Zły Herod – czyha na Boże dziecię.

      I chętnie by Mu życie odebrał!

      I tym sposobem wszelką miarę przebrał.

                  Za grzechy wszystkie i niegodziwości

                  Śmierć się zjawia w jego włościach.

Herod

                  Kto tu? Kto tu jest?!

Śmierć

      (zawsze mówi bardzo spokojnie)

      A to ja. Twoja śmierć.

Herod

                  Wolne żarty! Mam się dobrze!

                  Z tego świata się nie zbieram!

Śmierć

                  Ja nie pytam. Ja zabieram.

                  Zaraz skończysz żywot nędzny.

                  Wzrok ze strachu już masz mętny...

Herod

                  Precz ode mnie! Się nie boję!!!

                  Ja na nogach mocno stoję!

Śmierć

                  Kosa ostra. I nie chodzi mi o nogę

      Lecz na twoją liczę głowę.

Herod

                  Dobrze! Starczy już tych starchów!

Śmierć

                  Żadnych strachów. Marsz do piachu.

Herod

                  Co chcesz?! Dużo złote dać ci mogę.

Śmierć

                  Po co mi to? Ja  chcę  głowę.

                  Twoją głowę pełną złych i czarnych myśli.

Herod

                  Gdzie są straże , czemu wyszli?!

Śmierć

                  Szkoda czasu  z tobą gadać.

                  Czas ci już do kotła wsiadać.

                  Smołę już dla ciebie grzeją,

                  Już się wszystkie diabły śmieją.

Herod

                  Zostaw! Odejdź!

                  Jak cię prosić?!

Śmierć

                  Nie przekonasz mojej kosy.

      Zaraz spadnie twoja głowa.

                  Nie wywiniesz już mi się...

Herod

                  Nie! Nie!! Nie!!!

 

 


                   scena siódma: Stajenka

 

Narrator

                  Scen drastycznych oszczędzimy.

                  Są tu dzieci; lepiej będzie

                  Gdy kurtynę opuścimy.

                  Wobec tego można orzec;

                  Że z Herodem jest już koniec.

                  Więc zostawmy tego stwora

                  Do Betlejem wracać pora.

                  I tam razem z pastuszkami

                  Jezusowi hołd oddamy.

 

 

Marian

                  Rany! Wiesiek, rzeczywiście

                  Nad stajenką niebo błyszczy!

Wiesiek

                  Więc to prawda mój Marianku,

                  Że się Bóg rodzi na sianku.

Marian

                  Jejku! W głowie mi się już kotłuje.

                  Co ty o tym myślisz Jurek?

Jurek

                  Już sam nie wiem...

      Lecz nie wierzę,

                  Że to właśnie w naszym mieście

      Bóg się rodzi.

Wiesiek

                  Jak być może ?

Jurek

                  Dobra chłopy. Teraz cicho.   

                  Do stajenki jest już blisko.

Marian

                  Przygotujmy co tam mamy

                  I Dziecinie hołd oddamy.

                 (podchodzą do żłóbka)

Wiesiek

      (szeptem)

      Jejku, Jurek jak w to wierzyć?

                  Oto mały Bóg tu leży.

                  W niebie takie ma pałace

                  A tu sobie cicho płacze.

Jurek

                  Cicho! Nawet nie wiem co mam robić?

                  Klęczeć, stać czy siedzieć?

      Najpierw trzeba coś powiedzieć.

 

      (głęboki oddech)

      No to ...

 

Jurek, Wiesiek i Marian (razem albo na zmianę, po wersie)

                  Bardzo nisko się kłaniamy,

                  Do nóg państwa upadamy.

                  Anioły nas tu sprowadziły

                  I o wielkim cudzie głosiły.

                  My jesteśmy pasterzami.

                  Chcielibyśmy Jaśnie Pani

                  Nasze skromne dary dać.

Maryja

                  Bądźcie goście pozdrowieni.

                  Wejdźcie w nasze skromne progi.

                  My tak samo ludzie prości.

Marian

                  Chociaż domek ten ubogi

                  Ale tu się rodzi Bóg

                  Co wybawi ludzki ród!

Maryja

                  Wielka to jest tajemnica,

                  Że Bóg swego dziś Dziedzica,

                  Co go zapowiedział w Raju,

                  Nam w opiekę dał.

Józef

                  Niczym nie zasłużyliśmy.

                  Dziękujemy żeście przyszli

                  Bo to dla nas wielki znak;

                  Że sam Pan Bóg nam pomoże,

                  Żeby spełnić plany Boże.

Marian

                  Wiele pomóc nie możemy

                  Ale dary co niesiemy

                  Może się Wam tu przydadzą.

Jurek

                  Z woli Bożej! Jest to jasne!

                  Aniołowie będą o Was mieć staranie.

                  Lecz przyjmijcie trochę sera....

Marian

                  Trochę mleka...

Wiesiek

                  I ten dla wygody kożuch,

                  Co go można położyć na sianie.

Maryja

                  Dziękujemy przyjaciele.

                  Dla nas to jest bardzo wiele.

Józef

                  Dary wasze przyjmujemy,

                  Dobrym słowem dziękujemy.

Jurek

                  Jeśli Wam to nie przeszkadza

                  To pozwólcie , że troszeczkę

                  Posiedzimy razem z Wami.              

Józef

                  Całą noc jesteśmy sami.

                  Razem będzie nam weselej

                  Doczekać do rana.

Wiesiek

                  Tam nad lasem jakaś zmiana!

                  Ludzie tu jakoweś spieszą,

                  Wszelkie dary z sobą niosą.

Marian

                  Ależ jakieś wielkie pany!

                  Jakże oni są ubrani!

                  Musi to królowie jacyś.

Jurek

                  E, ruszajmy stąd chłopacy!

                  Gdzie nam w takie towarzystwo.

Maryja

                  Zostańcie pastuszkowie.

                  Ja też zachodzę w głowę

                  Któż to być może?

Wiesiek

                  Jurek, może to jakieś ministry?

                  Przyjechali służbowymi wielbłądami

                  Co by się pokłonić Panu nad Panami?

Jurek

                  Kto by nie był zostajemy!

                  I dzieciny pilnujemy!

Kacper

                  Bądźcie bracia pozdrowieni!

                  My z zamorskiej ziemi

                  Za gwiazdą przybywamy.

                  Jeśli pozwolicie

                  Hołd Bożemu Dziecku damy.

Józef

                  I wejdźcie jeśli wola wasza,

                  Widać sam Bóg was tu zaprasza.

Kacper

                  Witam Ciebie Królu Dziecię

                  Urodzony w żłobie!

                  Gwiazda Twoja nam w tej drodze

                  Prosto przewodziła.

                  Złoto – w darze Ci przynoszę

                  Dziecineczko miła.

Melchior

                  Ja przyniosłem Ci kadzidło;

                  Wonne i pachnące,

                  By Cię uczcić Dziecię Boże

                  Na sianie leżące.

Baltazar

                  A ode mnie wonna mira

                  Dla Ciebie zebrana.

                  Boś z wielkiego Nieba zeszedł

                  Aby cierpieć za nas.

Kacper

                  Już nie chcemy nosić koron

                  Królewskich na głowie

                  Dzisiaj w stajni hołd czynimy

                  Dzieciątku – Królowi.

                 (zdejmują korony)

Baltazar

                  Więc przed Tobą je składamy,

                  Na Twą wielką chwałę,

                  Bo Ty jeden królem świata

                  Jesteś Jezu mały.

Melchior

                  Król Herod też chce się pokłonić.

                  Prosił by go powiadomić

                  O miejscu narodzenia.

Józef

                  Wielki królu! Z anielskiego objawienia

      Wiem, że Herod na życie dziecka nastaje

      I dobrą wole tylko udaje.

      Proszę was z całego serca:

      Inną drogą do domu wracajcie

      I wszystkim ludziom opowiadajcie    

      O Zbawiciela narodzeniu,

      Dzięki Bożemu zrządzeniu.

Melchior

                  Więc tak będzie jak nam radzisz.

                  Bożego Dziecięcia nikt z nas nie zdradzi.

                  A pałac Heroda z dala ominiemy.

Maryja

                  Wracajcie szczęśliwie.

                  Dobrej drogi winszujemy

                  I za dary dziękujemy.

 

 

Narrator

                  I ruszyli królowie do swych własnych krajów

      Pokłoniwszy się nisko według wschodniego zwyczaju.

      Pasterze zostali w stajence do rana

      Ciesząc się serdecznie z narodzenia Pana,

      Który grzech Adama z ludzi przyszedł zdjąć

      Przez to, że na siebie grzech nasz zechce wziąć.

      Też i my się cieszmy z całego serca,

      Że pokonany wąż, diabeł – bluźnierca.

      Że Bóg dotrzymał swej obietnicy

      I dał nam Syna zrodzonego z Dziewicy.

 

      A wy którzyście dziś to oglądali

      Pomnijcie, że Bóg od Nas tego czeka

      Byśmy na tę Jego Miłość miłością odpowiadali.

      Byśmy każdego drugiego człowieka

      Jak brata traktowali,

      Za którego Jezus też oddał życie.

      Jezus Bóg prawdziwy, ludzi Odkupiciel.

 

      Taki to i koniec naszej historyji

      O Jezusku, Aniołach, Józefie i Maryji.

      O pasterzach i królach. O tym cudzie Boskim

      Który się był wydarzył w Betlejem żydowskim.

 

 

                                                   koniec?

 


 

p.s. 

Dla wytrwałych, poniżej, poprawiona wersja sceny piątej. Z dedykacją dla Binka i Jego Przyjaciół, którzy chcieli krócej i więcej akcji.

Narrator

                  Może nie były to luksusy i wygody,

                  Ale pod miasteczkiem - nie znalazłszy żadnej gospody -

                  W mieście znalazła Święta Rodzina – stajenkę.

                  Siano, słona i żłób kamienny,

                  Dziury w dachu; to nie miejsce dla brzemiennej.

      Ale cóż...

      Cicha była noc, spokojna.

      Tylko księżyc i gwiazdy na niebie

      Świadkami byli tych wydarzeń,

      Które zaszły w Betlejemie.

 

      Lecz opodal tej stajenki,

      Sprawiedliwym snem zmorzeni,

      Spali smacznie pastuszkowie

      Nie świadomi tego cudu

      Który wkrótce świat odmieni.

      Spali by tak aż do rana

      Gdyby nie zjawisko Boskie.

      Oto bowiem Aniołowie

      Zamącili spokój błogi

      Delikatnie mówiąc, troszkę.

 

 

Jurek

                   Rany! Marian! Co się dzieje?!

                   Noc tak wczesna a już dnieje?!

                   Jeszcze śnią się aniołowie!

                   Pomieszało mi się w głowie!

Marian

                   Ech, Jureczku, koniec świata!

                   Mówię ci to jak do brata.

Jurek

                   Marian, nie mów takich rzeczy!

Marian

                   A jak faktom tym zaprzeczysz?

Wiesiek

       (zawsze mówi powoli)

                   Marian! Czego się  tak drzesz?

Jurek

                   Wstawaj, Wiesiek - koniec świata!!!

Wiesiek

                   Koniec świata - tra ta ta ta!

                   Coście wczoraj oba pili?

Marian

                   Ty, abstynent, popatrz!

                   Zapamiętaj blask tej chwili

       Bo to pewnie już ostatnia.

Wiesiek

                   Rzeczywiście coś tu nie gra...

                   Gdyby wszystko razem zebrać;

                   Głosy te i w niebie błyski...

Jurek

                   Wiem! To obcy!

                   Kosmici przylecieli!

                   I wszystkich ludzi zabić będą chcieli!

Wiesiek

                   No to brońmy się!

Marian

                   Czym? Kijami?

       Chcesz się bronić przed laserami?

Wiesiek

                   To chociaż się schowajmy w naszej budzie!

Marian

                   Za późno! Idzie po nas ufoludek!

 

                   (stali razem i Wiesio zaczyna iść do Anioła)

 

                   Wracaj!!!

Wiesiek

                   (pada przed Aniołem)

                   Mój kosmito, mój jedyny!

                   My są biedne Boże dzieci.

                   Nie zabijaj, że nas przecież.

                   Widzę, że już świata koniec...

Anioł

                   Jakie UFO? Ja anielski jestem goniec!

       Się uspokój mój Wiesławie.

                   Nie zatracę, ale radość wam przedstawię:

                   Otóż tutaj, niedaleko,

                   Stoi szopa, wiesz, nad rzeką.

                   A w tej szopie cud największy:

                   Syn zrodzony z Panny Świętej!

                   Ale wiedzcie pastuszkowie,

                   Że to dziecię to Syn Boży!

                   Bóg prawdziwy, przez proroków ogłoszony