Narrator I pobiegli pastuszkowie Do Betlejem, tej mieściny, By za anielskim posłaniem Hołdy oddać dla dzieciny. My tymczasem ich zostawmy, Niech się cieszą taką chwilą, Bo musimy jeszcze przeżyć Scenę, mówiąc szczerze; niezbyt miłą. Drodzy państwo, jak już wiecie, Zły Herod – czyha na Boże dziecię. I chętnie by Mu życie odebrał! I tym sposobem wszelką miarę przebrał. Za grzechy wszystkie i niegodziwości Śmierć się zjawia w jego włościach. Herod Kto tu? Kto tu jest?! Śmierć (zawsze mówi bardzo spokojnie) A to ja. Twoja śmierć. Herod Wolne żarty! Mam się dobrze! Z tego świata się nie zbieram! Śmierć Ja nie pytam. Ja zabieram. Zaraz skończysz żywot nędzny. Wzrok ze strachu już masz mętny... Herod Precz ode mnie! Się nie boję!!! Ja na nogach mocno stoję! Śmierć Kosa ostra. I nie chodzi mi o nogę Lecz na twoją liczę głowę. Herod Dobrze! Starczy już tych starchów! Śmierć Żadnych strachów. Marsz do piachu. Herod Co chcesz?! Dużo złote dać ci mogę. Śmierć Po co mi to? Ja chcę głowę. Twoją głowę pełną złych i czarnych myśli. Herod Gdzie są straże , czemu wyszli?! Śmierć Szkoda czasu z tobą gadać. Czas ci już do kotła wsiadać. Smołę już dla ciebie grzeją, Już się wszystkie diabły śmieją. Herod Zostaw! Odejdź! Jak cię prosić?! Śmierć Nie przekonasz mojej kosy. Zaraz spadnie twoja głowa. Nie wywiniesz już mi się... Herod Nie! Nie!! Nie!!!
Narrator Scen drastycznych oszczędzimy. Są tu dzieci; lepiej będzie Gdy kurtynę opuścimy. Wobec tego można orzec; Że z Herodem jest już koniec. Więc zostawmy tego stwora Do Betlejem wracać pora. I tam razem z pastuszkami Jezusowi hołd oddamy.
Marian Rany! Wiesiek, rzeczywiście Nad stajenką niebo błyszczy! Wiesiek Więc to prawda mój Marianku, Że się Bóg rodzi na sianku. Marian Jejku! W głowie mi się już kotłuje. Co ty o tym myślisz Jurek? Jurek Już sam nie wiem... Lecz nie wierzę, Że to właśnie w naszym mieście Bóg się rodzi. Wiesiek Jak być może ? Jurek Dobra chłopy. Teraz cicho. Do stajenki jest już blisko. Marian Przygotujmy co tam mamy I Dziecinie hołd oddamy. (podchodzą do żłóbka) Wiesiek (szeptem) Jejku, Jurek jak w to wierzyć? Oto mały Bóg tu leży. W niebie takie ma pałace A tu sobie cicho płacze. Jurek Cicho! Nawet nie wiem co mam robić? Klęczeć, stać czy siedzieć? Najpierw trzeba coś powiedzieć. (głęboki oddech) No to ... Jurek, Wiesiek i Marian (razem albo na zmianę, po wersie) Bardzo nisko się kłaniamy, Do nóg państwa upadamy. Anioły nas tu sprowadziły I o wielkim cudzie głosiły. My jesteśmy pasterzami. Chcielibyśmy Jaśnie Pani Nasze skromne dary dać. Maryja Bądźcie goście pozdrowieni. Wejdźcie w nasze skromne progi. My tak samo ludzie prości. Marian Chociaż domek ten ubogi Ale tu się rodzi Bóg Co wybawi ludzki ród! Maryja Wielka to jest tajemnica, Że Bóg swego dziś Dziedzica, Co go zapowiedział w Raju, Nam w opiekę dał. Józef Niczym nie zasłużyliśmy. Dziękujemy żeście przyszli Bo to dla nas wielki znak; Że sam Pan Bóg nam pomoże, Żeby spełnić plany Boże. Marian Wiele pomóc nie możemy Ale dary co niesiemy Może się Wam tu przydadzą. Jurek Z woli Bożej! Jest to jasne! Aniołowie będą o Was mieć staranie. Lecz przyjmijcie trochę sera.... Marian Trochę mleka... Wiesiek I ten dla wygody kożuch, Co go można położyć na sianie. Maryja Dziękujemy przyjaciele. Dla nas to jest bardzo wiele. Józef Dary wasze przyjmujemy, Dobrym słowem dziękujemy. Jurek Jeśli Wam to nie przeszkadza To pozwólcie , że troszeczkę Posiedzimy razem z Wami. Józef Całą noc jesteśmy sami. Razem będzie nam weselej Doczekać do rana. Wiesiek Tam nad lasem jakaś zmiana! Ludzie tu jakoweś spieszą, Wszelkie dary z sobą niosą. Marian Ależ jakieś wielkie pany! Jakże oni są ubrani! Musi to królowie jacyś. Jurek E, ruszajmy stąd chłopacy! Gdzie nam w takie towarzystwo. Maryja Zostańcie pastuszkowie. Ja też zachodzę w głowę Któż to być może? Wiesiek Jurek, może to jakieś ministry? Przyjechali służbowymi wielbłądami Co by się pokłonić Panu nad Panami? Jurek Kto by nie był zostajemy! I dzieciny pilnujemy! Kacper Bądźcie bracia pozdrowieni! My z zamorskiej ziemi Za gwiazdą przybywamy. Jeśli pozwolicie Hołd Bożemu Dziecku damy. Józef I wejdźcie jeśli wola wasza, Widać sam Bóg was tu zaprasza. Kacper Witam Ciebie Królu Dziecię Urodzony w żłobie! Gwiazda Twoja nam w tej drodze Prosto przewodziła. Złoto – w darze Ci przynoszę Dziecineczko miła. Melchior Ja przyniosłem Ci kadzidło; Wonne i pachnące, By Cię uczcić Dziecię Boże Na sianie leżące. Baltazar A ode mnie wonna mira Dla Ciebie zebrana. Boś z wielkiego Nieba zeszedł Aby cierpieć za nas. Kacper Już nie chcemy nosić koron Królewskich na głowie Dzisiaj w stajni hołd czynimy Dzieciątku – Królowi. (zdejmują korony) Baltazar Więc przed Tobą je składamy, Na Twą wielką chwałę, Bo Ty jeden królem świata Jesteś Jezu mały. Melchior Król Herod też chce się pokłonić. Prosił by go powiadomić O miejscu narodzenia. Józef Wielki królu! Z anielskiego objawienia Wiem, że Herod na życie dziecka nastaje I dobrą wole tylko udaje. Proszę was z całego serca: Inną drogą do domu wracajcie I wszystkim ludziom opowiadajcie O Zbawiciela narodzeniu, Dzięki Bożemu zrządzeniu. Melchior Więc tak będzie jak nam radzisz. Bożego Dziecięcia nikt z nas nie zdradzi. A pałac Heroda z dala ominiemy. Maryja Wracajcie szczęśliwie. Dobrej drogi winszujemy I za dary dziękujemy. Narrator I ruszyli królowie do swych własnych krajów Pokłoniwszy się nisko według wschodniego zwyczaju. Pasterze zostali w stajence do rana Ciesząc się serdecznie z narodzenia Pana, Który grzech Adama z ludzi przyszedł zdjąć Przez to, że na siebie grzech nasz zechce wziąć. Też i my się cieszmy z całego serca, Że pokonany wąż, diabeł – bluźnierca. Że Bóg dotrzymał swej obietnicy I dał nam Syna zrodzonego z Dziewicy. A wy którzyście dziś to oglądali Pomnijcie, że Bóg od Nas tego czeka Byśmy na tę Jego Miłość miłością odpowiadali. Byśmy każdego drugiego człowieka Jak brata traktowali, Za którego Jezus też oddał życie. Jezus Bóg prawdziwy, ludzi Odkupiciel. Taki to i koniec naszej historyji O Jezusku, Aniołach, Józefie i Maryji. O pasterzach i królach. O tym cudzie Boskim Który się był wydarzył w Betlejem żydowskim.
koniec?
Dla wytrwałych, poniżej, poprawiona wersja sceny piątej. Z dedykacją dla Binka i Jego Przyjaciół, którzy chcieli krócej i więcej akcji. Narrator Może nie były to luksusy i wygody, Ale pod miasteczkiem - nie znalazłszy żadnej gospody - W mieście znalazła Święta Rodzina – stajenkę. Siano, słona i żłób kamienny, Dziury w dachu; to nie miejsce dla brzemiennej. Ale cóż... Cicha była noc, spokojna. Tylko księżyc i gwiazdy na niebie Świadkami byli tych wydarzeń, Które zaszły w Betlejemie. Lecz opodal tej stajenki, Sprawiedliwym snem zmorzeni, Spali smacznie pastuszkowie Nie świadomi tego cudu Który wkrótce świat odmieni. Spali by tak aż do rana Gdyby nie zjawisko Boskie. Oto bowiem Aniołowie Zamącili spokój błogi Delikatnie mówiąc, troszkę. Jurek Rany! Marian! Co się dzieje?! Noc tak wczesna a już dnieje?! Jeszcze śnią się aniołowie! Pomieszało mi się w głowie! Marian Ech, Jureczku, koniec świata! Mówię ci to jak do brata. Jurek Marian, nie mów takich rzeczy! Marian A jak faktom tym zaprzeczysz? Wiesiek (zawsze mówi powoli) Marian! Czego się tak drzesz? Jurek Wstawaj, Wiesiek - koniec świata!!! Wiesiek Koniec świata - tra ta ta ta! Coście wczoraj oba pili? Marian Ty, abstynent, popatrz! Zapamiętaj blask tej chwili Bo to pewnie już ostatnia. Wiesiek Rzeczywiście coś tu nie gra... Gdyby wszystko razem zebrać; Głosy te i w niebie błyski... Jurek Wiem! To obcy! Kosmici przylecieli! I wszystkich ludzi zabić będą chcieli! Wiesiek No to brońmy się! Marian Czym? Kijami? Chcesz się bronić przed laserami? Wiesiek To chociaż się schowajmy w naszej budzie! Marian Za późno! Idzie po nas ufoludek! (stali razem i Wiesio zaczyna iść do Anioła) Wracaj!!! Wiesiek (pada przed Aniołem) My są biedne Boże dzieci. Nie zabijaj, że nas przecież. Widzę, że już świata koniec... Anioł Jakie UFO? Ja anielski jestem goniec! Się uspokój mój Wiesławie. Nie zatracę, ale radość wam przedstawię: Otóż tutaj, niedaleko, Stoi szopa, wiesz, nad rzeką. A w tej szopie cud największy: Syn zrodzony z Panny Świętej! Ale wiedzcie pastuszkowie, Że to dziecię to Syn Boży! Bóg prawdziwy, przez proroków ogłoszony W waszej szopie leży nędznie położony. Jurek Pan Bóg? W szopie? Jako dziecię? Ze szacunkiem, lecz koś plecie... Anioł Nie bój się, że się obrażę. I piorunem nie porażę. Ale dość taj próżnej gadki. Do stojącej w polu chatki Czas pospieszać. Oddać pokłon taj dziecinie I Najświętszej też Rodzinie! Marian Troszkę zakręcony jestem... Ale skoro Bóg się z takim gestem Między ludźmi zjawia Biegiem ile sił do szopy! Co stoita jeszcze chłopy?! Wezmę... mleka garnuszek. Jurek A ja ser! Wiesiek (zawsze powoli)
|