Obrazek
Kolejny plus uczenia się 
angielskiego w Afryce: 
Telewizor pokazał angielski
 program o Afryce. Zdjęcia 
śliczne. Szkoda tylko, że 
autor od początku wiedział 
co chce zobaczyć w Afryce 
i tymi pięknymi zdjęciami 
starał się udowadniać swój 
punkt widzenia spraw. Do 
rzeczy: afrykańscy 
bohaterowie reportażu 
mówili często po angielsku 
a na dole ekranu pojawiały 
się napisy tłumaczące Ich 
wypowiedzi na... angielski! 
To się okazuje, że znam już
 trochę dwa języki: 
angielski angielski i 
angielski afrykański.
Dość smutny wyjątek z 
reportażu (starszy pan 
wypowiada się o AIDS):      
"
Podobno ta choroba 
zabija. A co trzeci 
pracujący w tej kopalni jest 
zarażony. Boimy się. Ale 
modlimy się o zdrowie dla 
zarażonych."
Jest ich wszędzie pełno. Szczególnie na drogach i 
szczególnie w nocy. Naprawdę trzeba być czujnym, żeby 
nie spowodować bliskiego spotkania trzeciego stopnia. 
Oczywiście mam na myśli krowy. Otóż ostatnio się 
dowiedziałem, że wbrew pozorom, są całkiem bystre. Nie 
wierzysz? Posłuchaj! Krowy normalnie to sobie chodzą i 
się pasą na własną rękę (albo nogę). A wieczorem wracają 
do zagrody. Ale jak spadnie pierwszy deszcz to nie wrócą 
na noc! Dlaczego? Bo deszcz oznacza, że zaczyna się 
praca w polu (nie każdy Zimbabwiańczyk ma Ursusa 
traktorka). No i wtedy właściciele ruszają na 
wielokilometrowe spacery w poszukiwaniu własnych 
krów. Cała ta historia brzmi trochę nieprawdopodobnie ale 
pochodzi z pewnego żródła. Nie od krowy.
ja bym wolal czarny ciagnik
Obrazek
Dziś Niedziela Misyjna. Jestem w Bulawayo. Rano Msza. Ponad 
tysiąc ludzi. Modlitwa nie krótka. Super śpiewy. Bębny, tańce, 
nawet ktoś grał na rogu. Dziesięć lat temu w tym miejscu rosły 
krzaki. Teraz stoi wielki kościół. Kilka osób złożyło ofiarę na 
misje. Gdzie się misje zaczynają a gdzie kończą?
no i podstawa - beben
zmechanizowane wzruszenie, czyli polski URSUS w Afryce
dalej
powrot