| . |
| . |
| WIELKA WYPRAWA NAD OCEAN, CZYLI: |
| CZĘŚĆ PIERWSZA |
| . |
| . |
| Się wybraliśmy ocean zobaczyć. Czyli jesteśmy w Mozambiku. Śpimy około 500 km od domu. Dobrze śpimy bo tu jest ciepło i jak w nocy stopa się wysunie spod koca to rano nie ma odmrożeń (najgorsze jest to, że wcale nie przesadzam). Gościmy się w domu Taty Denisa. Tata jest chirurgiem w miejscowym szpitalu. Przyjechali z Rosji kilkanaście lat temu. "Ciężka praca?" proste pytanie bo się wysilam po rosyjsku. Tata nie bardzo zna angielski a ja wcale nie znam portugalskiego (przypominam, że jesteśmy w Mozambiku). "Nie jest łatwo. Jest nas 2 chirurgów i mamy 1,6 miliona pacjentów. W tym rejonie to jedyny szpital ." |
| Niewątpliwym przebojem wyjazdu była piosenka nieśmiertelnej Ałły Pugaczowej o rysowaniu słońca, czy jakoś tak. W byłych Krajach Powszechnego Dobrobytu i Rad ona ciągle jest nr.1. Ciekawe o czym będzie śpiewała za kolejne 50 lat? |
| Mozambik to biedny kraj. Widać to szczególnie na wsi. Domki ledwo stoją. I ciekawostka architektoniczna: domki nie są tu okrągłe. A buduje się z wielkich cegieł suszonych na słońcu. I pełno ludzi wszędzie. Przejechaliśmy przez dwie (z dziesięciu) prowincji i wciąż mijamy ludzi na drodze. W Zimbabwe (Zambia ma to samo) jedziesz i jedziesz i tylko czasem mijasz jakiś samochód (w Botswanie mijasz tylko krowy, kozy i osiołki. Pieszych nie ma wcale). A tu pełno ludzi. |
| UWAGA! TROCHĘ SIĘ COFAMY W CZASIE |
| Rodzinka Denisa. Tata pierwszy z prawej oczywiście. |
| spacerek po plaży |
| kwiatki dla Ałły |