Obrazek
a jak zasnęła to już tak spała 2 godziny
reka ktorej nie widac robilem zdjecia
Przybyło kilkoro dzieci (miejsca jak to mają limity 
przyjmowanych dzieci. I są pełne. Tu jest miejsce dla 
każdego). Jednego malucha pracownicy oczyszczalni 
ścieków znależli w szambie. Mówię, że to straszne a 
   kobieta mówi, że to cud (jak na wszystko można        
różnie patrzeć), że przeżył. 2 tygodnie Mu robactwo
   pod skórą łaziło. Ale już jest 
dobrze. Fajnie się patrzy: 
jedno ok
tak fajnie przymyka.
Dziś ładnie wieje. Wyciąłem 3 krzaki (ale mnie 
małpy w lesie przestraszyły!) i wreszcie 
znalazłem odpowiednie gałęzie. Siedzę przed 
domkiem i obdzieram je z kory. Przychodzą 
szczawie.
 "Ojciec, co robisz?" 
 "Latawiec." 
 "Eee, będzie za ciężki." 
 "Za ciężki?! Haha! Zobaczycie!" 
Po 15 minutach chłopaki mieli gotowe 2 latawce.
 Biegają po polu i się cieszą. Latają wysoko.
A mój latawiec leży w kącie. Nie poleciał. Za 
ciężki, czy co?
"Bo widzisz, kolczyki z owocow sa w tym sezonie najmodniejsze..."
Znowu w Mutemwa. Teraz już sam. Mały w Harare dalej
 się kształci po angielsku. Dzieciaki przywitały mnie 
czule, chyba żeśmy się za sobą trochę stęsknili i od razu 
zaciągnęły do piachu i za przedszkolankę robię: podnoszę
 upadłych, pocieszam płaczących, i wymierzam 
sprawiedliwość wpychającym się bez  kolejki na 
ślizgawkę (nawet to trochę biblijnie brzmi, nie?).
powrot
dalej
po obiedzie