Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Odbyliśmy podróż dyplomatyczno misyjną
 do Zambii. Dyplomatyczna bo z 
Państwem Ambasadorstwem ( CD w 
rejestracji samochodu znacznie ułatwia 
przekraczanie granic. Raz tylko był 
problem bo jeden urzędnik celny nie 
miał... długopisu) a misyjna bo 
odwiedziliśmy chyba 6 misji w których 
pracują Polacy.  Mieliśmy lekarstwa i 
ksero i parę innych rzeczy.
No i załatwialiśmy różne rzeczy: wyjazd 
jakiejś dziewczynki z sierocińca na 
studia do Polski, paszport dla Henia (taki 
śląski pieron, brat zakonny SI. A jak 
zaczął opowiadać to nie oddychałem 
przez pół godziny. Ze śmiechu),    j
akieś 
mikroskopy itd.
Nasi w Zambii robią naprawdę dobrą 
robotę. Kraj bardzo biedny. Ogromne 
problemy z wodą (stąd problemy z 
cholerą). Oczywiście AIDS.
Dwa razy byliśmy w szpitalu s. Leonii. W 
całej tej ludzkiej tragedii jakaś nadzieja i 
uśmiech. Nawet ta kolorowa brama 
wjazdowa. Jak można patrzeć na śmierć 
pięciu pacjentów jednego wieczoru? 
Wszystkich się znało. Mały szpital. 
Wielkie serce. Siostra mówi, że to nie 
szpital. To ma być dom. Niektórzy tu 
zostaną do końca. To już niedługo... 
Dlaczego dziewczynka umierająca na 
AIDS ma nie chodzić do szkoły, skoro tak 
bardzo chce?
Ci lekarze i pielęgniarki są naprawdę 
niesamowici. Anioły. Czarne i białe 
Anioły.
Pan ambasador z małżonką, 
Romek(tyłem)a Małego to 
chyba każdy poznaje
Henio
s.Leonia
szpital
dalej
powrot