Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Miasteczko Victoria Falls to Afryka dla bogaczy. Oczywiście wszystko 
się kręci wokół wielkiej wody: raffting (podobno najdzikszy na 
świecie), skoki na linie, samoloty, helikoptery, motolotnie i balon 
(balon na uwięzi ale widok na wodospad oszałamiający. 
Skorzystaliśmy bo było tanio. Reszta co najmniej 100 USD). 
Ogromny hotel Kingdom to właściwie małe miasteczko. Bajka albo 
sen. Kto to wymyślił i zbudował?! Nawet Gaudi by mógł się pod tym 
projektem podpisać. Powiedzieliśmy panu przy bramie, że 
mieszkamy w pokoju 63393836 i leżymy sobie w podświetlanym 
basenie a gwiazdy mrugają nad głową. Taka noc...
Wracając w nocy do domu o mało nie przejechaliśmy krokodyla na 
drodze. Teraz się wkurzy bestia i przyjdzie do nas na kolację...
Uczmy się języków, Panie i Panowie! Tu są zawsze dwie ceny: jedna dla
 turystów (łupienie kapitalistów popieram) a druga dla miejscowych. 
Przykład: za spacerek do Vic. Falls 20 USD albo 50 ZIM (czyli 0,5 USD).
Mamy odpowiednie papiery jako studenci. Lecz nie wszyscy z naszej 
grupy... Ale, że nasi znają wszystkie okoliczne języki (się dziewczyny 
rumieniły w kasach...), to choć my biali jak ten śnieg to wiele 
zaoszczędziliśmy.
Się mi nasuwa porównanie: murzyn ubrany tylko w pióropusz wędruje 
po Krupówkach i zasuwa czystą góralszczyzną. No, która gażdzina by 
mu na oscypkach nie opuściła?
I skończyło się Polaków spotkanie. Oj, pięknie 
się działo! Dzięki Tomek! Ekipa made in Poland 
trzyma się mocno. A ja znowu zauważam: ma w 
sobie coś ten narodek niewielki mieszkający po 
obu stronach Wisły!
Vic. Falls z lotu  balona
i tańce tam różne odstawiają
"baloniku nasz malutki..."
kawałeczek hotelu
powrot
tez z balona
dalej
kawalek hotelu
"Mazowsze"
z balona
balon