| Przejechaliśmy kolejne 500 km. Jesteśmy w Victoria Falls. Małe, turystyczne miateczko. W lesie nad Zambezi mamy wynajęte domki. Spotkanie polskich misjonarzy werbistów pracujących w Botswanie, Zambii i Zimbabwe. Pełno tu zwierzaków. Widziałem czaszkę słonia w krzakach i małpy na drzewach. Siedzimy więc na werandzie, spijamy kawkę i oglądamy. Do rzeki ze 20 metrów tylko kąpać się nie można bo tam się już kąpią krokodyle i hipopotamy. Węży nie ma bo zjadły je mangusty (tego tu setki). Rozmowy i rozmowy. Fajnie jak się ludzie spotykają. |
| UWAGA! Zbyszek dzwoni! |
| Ktoś zaproponował zawody: kto pierwszy przepłynie Zambezi. Powinno być: kto w ogóle przepłynie... Chętni się nie znależli. Jeszcze nie... |
| Farma krokodyli. Śmieszne to bo te bestie jak kurczaki: jeden na drugim. Setki. Ale kilka "kogutków" miało po 6 metrów albo i lepiej. |
| to jest Zambezi właśnie |
| zwierzęta duże i małe |
| Idą sobie dwie zakonnice ulicą i spotykają dwóch metalowców. Jedna do drugiej ze zgrozą: "Ojej, oni chyba w życiu nie widzieli prysznica!" Zakonnice poszły, a metale między sobą: "Ty, co to jest prysznic?" "Nie wiem, jestem niewierzący." |
| taki kawał od Burbona |