Obrazek
probowalem i tak nie potafie
Trochę świętowaliśmy muzułmański Id
 (zapis fonetyczny i jest to część 
dłuższej, niezapamiętywalnej nazwy, 
ale używa się tego skrótu). Nasze 
świętowanie polegało na dostaniu 
znacznej ilości jedzenia 
muzułmańskiego w wersji indyjskiej. I 
ochoczym jego skonsumowaniu.
Muzułmanie w roku mają dwa wielkie 
święta: jedno po zakończeniu ramadanu
 (w skrócie też Id) i drugie teraz 
(związane z pielgrzymką do Mekki. W 
tym roku prawie 2 mln pielgrzymów i 
35 osób zadeptanych). Święto ma 
związek z ofiarą Abrahama, który miał 
swojego syna Izaaka (a nas w szkole 
uczyli, że Araby przyznają się do 
drugiego syna Abrahama: Izmaela!) 
złożyć w ofierze, ale w końcu Pan Bóg
 zesłał baranka na ofiarę. 
Więc rano każda rodzina musi zabić 
kilka zwierząt
 (w zależności od wielkości rodzinki) 
a potem podzielić się mięsem z ubogimi
 (1/3 mięsiwa) i krewnymi (też 1/3). 
Nasi znajomi tradycyjnie zadzwonili do 
Domu Dziecka, żeby przyjechali i 
zabrali korban (tak to się jakoś 
nazywa).
Rzym swoją cywilizację 
rozwoził po całym świecie
pięknymi drogami. A 
cywilizację do Afryki kobiety
 wnoszą na głowach.
Te muzułmany całkiem fajne są. To 
teraz coś więcej na temat: jakie one 
również współczujące.
Najlepszy Małego muzłmanski kolega 
Badir, bardzo się przejął Małego 
zbawieniem. Najpierw Mu ze 
smutkiem oświadczył, że dopóki Mały 
się nie nawróci, czyli przekona do 
nauk Proroka, niechybnie usmaży się 
       w piekle. A potem zaproponował 
wszelaką pomoc w odnalezieniu 
Prawdy i staniu się prawdziwym, 
bogobojnym muzułmaninem.
No fajne te Araby, no!
 
Koło Harare jest Lion Park. Czyli 
przemieszczamy się własnym 
samochodem po ogrodzonym 
lesie a po naszym własnym 
dachu przemieszczają się lwy.
No i kiedyś Mały się tam wybrał z 
kolegą. Rowerami, bo 
samochodów nie posiadamy. I 
Ich z tymi rowerami nie wpuścili!
Bo
 nie wolno dokarmiać 
zwierząt...
Powoli dobiegają końca obchody 
urodzin Rudka. Nie zamierzam tu 
opisywać bogatego bardzo, 3 
dniowego przebiegu uroczystości. W 
każdym razie na koniec, zupełnie 
nieoczekiwanie zrobiła się dyskoteka 
pod chmurką. Afrykańska muzyka i 
afrykańskie tańce z Afrykankami. Ale, 
żeby podkreślić polski charakter 
uroczystości trzeba też było zapodać i 
polską nutę swojską. Oczywiście (...) 
nie obeszło się bez disco polo. A 
wywrzeszczana przez nas "Godzina 
piąta, minut trzydzieści..." stała się 
niekwestionowanym hitem imprezy. 
Nie zabrakło też ostatniego pałerpleja  
"Who let the dogs out". Przerabialiśmy 
tekst w szkole, jakby ktoś chciał...
powrot
dalej
taki lew