| Minęło z 10 godzin. Zabójstwo JFK, Watergate i niewyjaśnione okoliczności lądowania Armstronga na Księżycu to pikuś w porównaniu z tym, że Mały z Shenem przywiezli do domu... RYBY! Fakty: wyjechaliśmy z Denisem wcześniej niż rowerzyści. Potem Oni przywiezli do domu piękne, prawie żywe, ogromne (ok. 70cm), afrykańskie ryby (rozpoznałem tylko wielkie sumy). Czy kiedykolwiek historia rozwikła tę tajemnicę? Za to nam współcześni są pełni uznania.... |
| Zdjęcie niewyrażne ale zrobione na najwyższym szczycie Zimbabwe. Wyżej niż Rysy! |
| Biwak. Jeziorko, gitarki i te wszystkie biwakowe klimaty... Mały stary biwakowiec i Shen (Chiny) marzący o wielkiej rybie pojechali wcześniej rowerami. My z Denisem (Rosja) samochodem (z Mozambiku) pózniej. Klamoty biwakosprawcze nie mieściły się na rowerach. Dwie godziny próbowaliśmy Ich znalezć. Jezdzimy dookoła jeziora aż tu nagle z krzaków wychodzi facet z kałasznikowem. Kiedyś myślałem, że najlepszym sposobem zatrzymanie autostopa jest piękna niewiasta albo gips na nodze, ale teraz już wiem że lepszy jest kałach w ręku. Denis zapytał czy nas rozstrzela, ale gostek powiedział, że nie, tylko moglibyśmy go podwiezć. No to go podwiezliśmy oczywiście. Wreszcie św. Antoni cudownie sprawił, że spotkaliśmy naszych rowerzystów. Potem już pięknie i biwakowo bardzo było. No może poza tym, że mnie obudzili rano! 7.30! Ale biwak! (Nigdy tak rano jeszcze nie wyłaziłem z namiotu). Słoneczko dopiero wstało a my na ryby. Ledwie widząc na jedno zaspane oko wrzuciłem te wszystkie haczyki, spławiki i robaki do wody. I nic. Mały zrobił kawę. I nic. Shen utopił nowy kołowrotek. I nic. Denis przeczytał gazetę z RPA. I nic. Potem powstała teoria, że w tym jeziorze mieszkają te słynne niewidome ryby. No bo przecież te wszystkie spławiki i haczyki były w porządku! Robaki się potopiły (się im nie dziwię bo kto wytrzyma pół godziny pod wodą bez oddychania?). Albo te ryby były rasistkami, które nie zwracają uwagi na białych wędkowników? |
| Shen i Mały (za kierownicą) |