| . |
| sztuki trochę miejscowej |
| Przed chwilą wróciliśmy. 150 km od stolicy, w środku lasu (fantastyczne miejsce; dziwne góry, jakie tylko w Afryce widziałem) jest wioska trędowatych. Ludzie bez palców, bez twarzy, bez rąk i nóg. Czułem się jak nieproszony gość... Ale oni się po prostu uśmiechali, witali. Traktowali nas jak miłych gości. Ktoś kupił sweter od jednej trędowatej pani, która zrobiła go na drutach. Kilka kilometrów dalej jest sierociniec. Ok. 80 bosych, uśmiechniętych dzieciaków. W jednym domu niemowlaki. Połowa z tych dzieci ma HIV. Skazani. Nikt ich nie potrzebuje. Kilka wesołych kobiet się zajmuje tą gromada. Robią to, bo tego oczekuje od nich Bóg. I nikt im za to nie płaci. Na ziemi. Większość dzieci zna tylko język shona, co wcale nie przeszkadzało nam niezle się bawić. Kiedy przyjechaliśmy do domu zapodałem " Małą wojnę" Lady Pank. Nie wiem czy oni wiedzą o czym śpiewają, ale śpiewają właśnie o Nich. O tych, którzy żyją, choć ktoś im sens tego życia odebrał. Ale Oni się nie poddali. Mają swoją małą wojnę. Małą, bo bardzo indywidualną. Ale wojna to prawdziwa bo o wszystko. Walczą, bo mają nadzieję, która wystarczy, żeby się nie poddać. Bo Oni też są po to "żeby żyć i tańczyć ". |
| Nic milszego nad poobiednią drzemkę (tu się mówi: polanczową). A tu nagle Mateo (Indonezja) wpada i przerywa święty czas zawiązywania sadełka. I się wydziera, że muszę TO zobaczyć. Próby zignorowania intruza nie przynoszą spodziewanych rezultatów. Więc zwlekam się z wyrka mamrocząc, że jeśli jest to coś mniejszego niż likwidacja SLD albo odkrycie rozumnego życia na Marsie to Mu po prostu przegryzę tętnicę na szyi i się wykrwawi, a On mi pokazuje ... żółwia. Idzie sobie żółw pod naszymi drzwiami. Też nie wiedziałem, że w naszym lesie mieszkają żółwie, ale po co ta panika? Żółwie powoli chodzą wiec spokojnie mogłem dokończyć drzemanie i jeszcze by gadzina dreptała przemierzając nasze podwórko. Na koniec Mateo wpakował żółwia do wiadra. Nie wiem po co. Ale wydawało mi się to dostateczną karą za nieumyślne spowodowanie poważnego zakłócenia popołudniowego lenistwa. Ciekawe tylko jak Matea do tego wiadra wpakować? A jak już wszyscy zobaczyli żółwia to ogłosiłem żółwiową amnestię. I żółw gdzieś poszedł. |