Obrazek
Obrazek
ulica w Bulawayo
taki zwykły obrazek
dalej
Przerabialiśmy w szkole trochę (będzie po polsku:) Szekspira. I się zrodziła myśl: zróbmy i my wielki teatr! 
Mamy więc się zająć "Czerwonym kapturkiem , bo się okazuje, że znają to ludzie z całego świata! Tylko 
troszkę to zmieniłem... Po krótce: mama Cz. Kapt. produkuje narkotyki, Cz.K. jest dostarczycielem 
prochów (słynny koszyk!) do babci, która jest dilerem (razem ze swoim kochankiem), wilk to 
przedstawiciel drugiej mafii, która chce przejąć handel w całym lesie. Wilk już prawie odkrył, kim 
naprawdę jest Cz.K. i mówi o tym żonie, która jest kochanką leśniczego (a leśniczy na własna rękę chce się
rozprawić z narkotykową mafią, bo jego ulubiony pies znalazł w lesie paczuszkę z białym proszkiem, zeżarł 
to i zdechł). Wilk biegnie do chaty babci, żeby wykończyć babsko i Cz.K. i oczywiście przejąć biznes, ale 
jest tam kochanek babci. Szamotanina. Wchodzi Cz.K. Wpada leśniczy z flintą i chce ich mózgami 
udekorować ściany, ale na to wszystko wchodzi Niebieski Kapturek (kiedyś koleżanka z klasy Cz.K., a 
teraz policjantka), która już dawno podejrzewała, co się święci (jeden z jej szpicli był przebrany za kwiatka 
i podsłuchał słynny dialog wilka z Cz.K. w lesie) i tłumaczy leśniczemu, że  lepszy będzie proces niż 
samosąd. To tak mniej więcej.
Teraz tylko muszę to napisać po angielsku... Jak (będzie po polsku:) Szekspir?
Na Nowy Rok wróciliśmy do 
Lethlakane. Miejsca tu mało. Tylko 
mały pokoik. Śpimy więc po 
jednemu w tym pokoiku właśnie, w 
zakrystii, w kościele i Mały 
oczywiście w kuchni. Tylko światła 
nie gasi, żeby Go karaluchy 
omijały. Byki takie, że po ciemku, 
jak ci taka bestia na grdykę stanie 
przypadkowo, to chłopa zadusi!
W ostatnią noc wieku odprawiamy 
Mszę. Przyszły dwie rodziny.
No i Sylwester. Tańców nie było, 
bo nogi tak poparzone przez 
słoneczko, że nawet chodzić 
ciężko. Posiedzieliśmy w kuchni. I 
fajnie było.
powrot
Znowu w Zimbabwe. Pod opieką złodziejskiego 
ojca Narodu p. Mugabego. Już na granicy widać
 jak głupek troszczy się o swoich poddanych: 
zabrakło druków dla przekraczających granicę 
samochodem więc dostaliśmy druk dla... 
samolotów. No i trzeba było wpisać numer 
licencji pilota.
Stało się! Oficjalnie zaistniała PANIKA 1/3. Widownia 
była międzynarodowa i niezorientowana w piękności 
polskiego języka. Więc graliśmy raczej do tańca. 
PINGWIN był hitem wieczoru, ale mi się najbardziej 
podobało, kiedy siedzieli wszyscy na ziemi z 
wywalonymi językami; czyli nieśmiertelna LABADA.
I wszystko było super. Tylko brakowalo pozostałych 
2/3ich: kierownika Franciszka F., Stefana, Jacusia i 
Hułana...