Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Great Zimbabwe
a to jest jeden dolar 
zimbabwiański
dalej
powrot
No to jedziemy zobaczyć te lwy i słonie. 15 godzin po buszu na pace 
wielkiego jeepa z napędem na dwie osie. Bez napędu na cztery koła nie 
ma co tu zaglądać. Droga do Sulęczyna przy tym to  autostrada albo 
schody ruchome. Wielkie kałuże, góry piachu i dziury chyba na drugą 
stronę ziemi. Zwierzydło wszelakie. Od A_ntylop do Ż_ółwi (a 
najpiękniejsze były żyrafy bo patrzą się inteligentnie, ale biegają 
głupkowato). Koło mostku, z którego krokodyl ściągnął dziewczynę, 
robimy sobie przerwę obiadową. Tylko lwów i słoni nie widać. Jest pora
deszczowa więc wszystko siedzi w zielonych krzakach. Nadziei nie 
tracimy. Ale można głowę  stracić bo tak trzęsie, że się ta głowa może 
urwać (Marek udowadnia, że takim samochodem nie trzeba zwalniać 
nigdy...). Zaczyna się robić pózno. Trzeba wracać. Ale jak bez lwa i 
słonia??? W jakimś bajorze natykamy się na 14 hipopotamów! 
Dziwne, ale to one są najczęstszą przyczyną wypadków. Ludzkość
wyłazi ze swoich pięknych samochodzików, żeby popatrzeć, bo 
wyglądają naprawdę miło, i ... 
Zmierzch. I nagle jest! Słoń! Śliczny, wielki i z kłami. Może 5 
metrów od nas. Lwa ciągle nie ma. Zapada noc. Taka czarna jak tylko w
Afryce może być czarna. Do domu 150 km. A jedziemy średnio 20 
km/godz. Marek ma dość (i nie dziwne, bo to już 13 godz. za 
kółkiem). No to robimy krótki odpoczynek. Z samochodu nie 
wyłazimy. Mija parę minut i... nie możemy odpalić silnika!!! Trzeba
pchać. Złazimy i pchamy. I wtedy, całkiem blisko, słyszymy ryczącego 
lwa!!! Ryczy trochę strasznie. Pierwszy odruch i zaczynamy pakować 
się na samochód. Żartów nie ma. No ale trzeba pchać! Pchać tę wielką 
kupę złomu po piachu. Cykoria już niezła, bo ten wariat ryczy całkiem 
strasznie. Nie ma chętnych na bycie kolacją lewka. Odpalił. Jedziemy. 
Już nikt nie chce lwów...
jednodolarowka
Great Zimbabwe