| . |
| WIGILIA 2000 |
| Wigilia to była bajka. Polska bajka w Afryce. W polskim towarzystwie i to się może już nigdy nam nie zdarzy. Jedzenie miało smak jedzenia! A przecież zrobiliśmy to sami! Najpierw barszczyk Małego. Poezja. Rybka Rudka poemat. A ja nie Mickiewicz, żeby to opisać. Nawet moja kapusta z grzybami smakowała jak kapusta z grzybami. Nie chwaląc się. Świeczki, kolorowe (właściwie jednokolorowe) serwetki, polskie kolędy z płyty, którą dostałem w Nysie na afrykańską Wigilię właśnie i spanikowane kolędy z kasety... Potem była pasterka. W intencji Rodziny i wszystkich Przyjaciół, co po przeciwnej stronie równika; byliśmy razem. A jak miejscowi zaczęli śpiewać i tańczyć to nam buty i sandały pospadały. Po komunii Mały wziął gitarkę i zaśpiewał dwie nasze, panikowe kolędy. Szał publiczności, czyli wiernych zgromadzonych. Gdyby tu kiedyś cała Panika mogła zagrać... To się nam Pan Jezus narodził. I się tej nocy na pewno nie wyspał. Ale się cieszył. Na pewno. |
| herbatka pod drzewem |