| . |
| g l o b a l n a w i o c h a |
| Pojechaliśmy na stację boczną do Lethlakane: 200 km. Prowadziłem jeepa 100 km! I po drodze były dwa zakręty (takie są tutejsze drogi). A potem wjechaliśmy w busz (tutejszy busz to inaczej niż w Amazonii, zresztą "bush" to "krzak". Drzewa mają ze 2, 3 metry, a wszystko zajmuje tyle miejsca, że końca nie widać). Widziałem z góry wyschnięte jezioro wielkości Zalewu Wiślanego albo lepiej. Szok. Pierwsze spanie na stacji bocznej. Na podłodze; bo tam jest tylko jedno łóżko. Spało się ciężko, bo gorąc nie do wytrzymania i po drugiej stronie ulicy był jakiś kościół. Właściwie wielki namiot. Śpiewali i grali na bębnach całą noc. Ja tam jestem za ekumenizmem ale po co tak głośno... 30 km dalej jest Orapa; zamknięte miasto z kopalnią diamentów. Załatwili mi przepustkę. Tam też mieliśmy Mszę dla... sześciu osób. Diamenta żadnego nie znalazłem. |
| Odwiedziliśmy też nasze misje w Selebi Phikwe i Palapye. W Palapye podano po kolacji... robaki. Nie wyglądały smacznie... Na szczęście pierwszy ugryzł robala Jasiu i znalazł w środku inne żywe robale, które jadły tego nieżywego robala. Wtedy znawcy tematu orzekli, że przed suszeniem tym robakom nikt nie wycisnął wnętrzności i oni tego sposobu przyrządzania nie preferują. I zajęli się wymianą przepisów na smażenie ciem. |
| Widziałem czarnego Mikołaja. Wąsy i brodę miał białą. Wyglądał bardziej jak Król z szopki...Ogólnie słabo wyglądał... |