| . |
| . |
| . |
| wioska |
| trędowatych |
| Zachwyt może człowieka ogarnąć nawet w sklepie. Duży sklep. Takie MAKRO. No i sobie łażę jak po muzeum. Oglądam super nowoczesne kosiarki do trawy, takie z kierownicą i pasami bezpieczeństwa. A obok tych mercedesów tratwowych stoją skromnie... żelazka z duszą! Nowiutkie! W życiu nie widziałem takich wcześniej, ale się zachwyciłem. I wzruszyłem. Nawet nie wiem, czemu. |
| Byliśmy w Great Zimbabwe. I to jest rzeczywiście great! Zimbabwe znaczy: dom z kamienia. Great Zimbabwe to ruiny z XII w. Miliony kamieni bez grama cementu czy czegoś w tym rodzaju. Poukładane jak z klocków 6cio metrowe ściany. Pozostałość po wielkim (niezbyt dokładne porównanie teraz nastąpi) zamku. Zamek jest na wzniesieniu a na dole inne kamienno klockowe budowle, w tym wielki dom stu żon króla. I to podobno król schodził do żon! (Prymitywna kultura...) Przez parę wieków było to główne miejsce handlowe całej Afryki na południe od równika. Nawet z Indii i z Chin tam przyjeżdżali na zakupy. Była to wycieczka szkolna więc atrakcyjność ruin była tylko minimalną częścią rozrywkowości całej imprezy. Bus gadający pięcioma językami jednocześnie. Małpy na parkingu, które jadły frytki z ręki (Mały był taki zachwycony, że nawet im odstąpił moje frytki. Wybaczyłem Mu). Pierwszy raz byliśmy tak daleko od Harare (ok. 400 km) i w końcu zobaczyliśmy Afrykę jak z Króla Lwa . To jest naprawdę pięknie. Do horyzontu ze 20 km. A słońce tak zachodziło, że film można nakręcić i wszyscy by oglądali z otwartymi paszczękami! |