Więc jesteśmy wujkami! Nasze ptaszki, które mają gniazdko 2 metry od 
naszych drzwi, szczęśliwie doczekały się potomstwa! Nam też spadły 
kamienie z serc. Ta niepewność i oczekiwanie były bardzo stresogenne.
Teraz pomagamy rodzicom. Pewnego razu zauważyliśmy, że jakiś straszny
 ptaszczur atakuje naszą znajomą ptasią mamę (albo znajomego ptasiego 
tatę), która/y trzymała/ł w dziobie smacznego robaczka dla naszych 
milusińskich. Samemu się mu łapać nie chciało i chciał się bydlak nażreć 
kosztem maleństw. Rzuciliśmy się z odsieczą! Jako te lwy! Zwycięstwo 
było totalne. Maluchy miały pełne brzuchy. Tylko Mały zmącił słodycz 
Viktorii zastanawiając się czy tata/mama nie miał/a wrażenia, że my też 
chcemy się na sępa załapać na robaczka... 


Koniec opowieści o ptaszkach jest taki: Ptaszki urosły tak, że już              
wystawały z gniazdka.
Pewnego wieczoru wracamy do domu a na stole, który zwykle stoi przed 
domem, COŚ leży. Taka puszysta kulka. Mały od razu stwierdził, że COŚ 
nie ma głowy. Już chcieliśmy COŚ potraktować śrubokrętem, gdy się 
okazało na skutek bliższych oględzin, że COŚ to nasz mały ptaszek. A łebek
tak sprytnie sobie owinął skrzydłem, że tylko wystawał kawałek dzioba. 
No i spał. Odłożyliśmy śrubokręt. Nie bardzo wiedząc jak się zachować (do
gniazda go włożyć czy jak?) Na wszelki wypadek, od następnego dnia, 
ustaliliśmy dyżury przy karmieniu młodego, Mały się jeszcze ucieszył, że 
wreszcie będzie miał przyjaciela i poszliśmy spać.
Rano po ptaszku zostało malutkie g...nko. I tyle go widzieliśmy.
A gniazdko puste.
 
Co trzeba zrobić, mieszkając w Harare, gdy 
się rower zepsuje?
Trzeba poszukać drzewa! Ale nie zwykłego 
drzewa. Drzewo musi być niezwykłe, takie, 
pod którym siedzi NAPRAWIACZ ROWERÓW. Znamy 
już jeden taki zakład. O sympatycznej nazwie
ZORRO. 
Może konia też potrafią tam naprawić?
Obrazek
Obrazek
zyrafy sa the best
Odwiedzamy wspólnoty w buszu
Krystian i Maly
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
dalej
powrot
Obrazek