Oddałem film do wywołania. Przychodzę po zdjęcia a gość zaczyna coś ściemniać. Mówię, że nic się nie stało, poczekam jeszcze dzień. Znowu przychodzę. Gość leci do mnie przez cały sklep, pięknie wykrzykując moje nazwisko (się nauczył z rachunku). Czuję, że znowu nie mam zdjęć. Się okazało, że zachorował kierowca, który miał te zdjęcia przywieZć i że jutro to już na pewno będą. Przychodzę znowu. Tym razem smutna mina. Zdjęcia będą jutro, bo spalił się zakład fotograficzny... Mały się przestraszył, że następnym razem wywołają trzęsienie ziemi, żeby usprawiedliwić kolejna zwłokę i dla dobra okolicznej ludzkości kazał mi oddać film do innego zakładu. Pewne dziewczę przedstawiło w czasie jakiejś rozmowy swoją wizję religii. Synkretyzm to delikatne określenie. Pomieszanie buddyzmu z chrześcijaństwem w taoistycznym sosie. Próbowałem coś tłumaczyć o niepotrzebnym tworzeniu nowych religii, i co się z tym łączy niemożnością samookreślenia. Na co Ona mnie prawie wyśmiała: To mówi chrześcijanin?! Sami stworzyliście setki zwalczających się odmian chrześcijaństwa i wciąż twierdzicie, że wierzycie w tego samego Jezusa! Panie Jezu, jak bardzo, niestety, Ona miała racje... |
| Pszczółka Maja nie była pszczółką afrykańską. Bo ona była miła a tutejsze pszczółki są wredne. Dziś jedna dziabnęła Rudka. Tak skutecznie, że wylądował w szpitalu (a w Polsce pracował przy pasiekach i był dziabnięty nie raz). Zakończenie tej smutnej opowieści jest jednak podwójnie wesołe. Po pierwsze: Rudek już jest ok. Po drugie: odwiedziła Go w biedzie nasza nauczycielka i przywiozła Mu jakieś owoce dziwne, które bardzo Małemu i mi smakowały. |