Szkoła. Miejsce styku wielu ludzi z wielu różnych światów. No i dziś się niezle styknęło.
Po wakacjach wrócił do szkoły pan Sykatenda. Starszy człowiek, garnitur, dyplomatka, 
kulturka i te sprawy. Rudek Go znał i nam Go przedstawił jako pastora. Bliższe 
szczegóły: kupa kasy, kupa dzieci, wielki dom w Kinszasie, 8 samochodów i trzech 
kierowców. Wszystko się zgadzało (zobaczyłem potem Jego dyplomatkę pełną !!
pieniędzy) oprócz tego, że jest pastorem...
Zaczęło się od tego, ze nasza nauczycielka (akurat Ona pochodzi z zimbabwiańsko   
indyjskiej rodziny) powiedziała, że w Zimbabwe tak samo jak zwolnienie od lekarza 
traktowane jest przez pracodawcę zwolnienie od szamana czarownika. 
Dyskusja potoczyła się w religijne rejony. Ludzie opowiadali, w co i jak wierzą. I wtedy 
właśnie się okazało, że pan Sykatenda to nie żaden pastor, ale prorok, który rozmawiał
z Jezusem i otrzymał zadanie założenia kościoła, chrzczenia i uzdrawiania.
I rzeczywiście; od 18 stu lat pan Sykatenda ostro działa. Na przykład uzdrowił z AIDS!!!! 
ponad 2000 ludzi!!! Z faktami nie da się dyskutować, ale pewne Jego poglądy 
doprowadziły towarzystwo do wrzenia. Rudkowi zaproponował  powtórny chrzest. 
Teraz już prawdziwy.
Frajdę miałem niezłą. I chyba wszyscy się nieżle bawili oprócz pewnego Chińczyka. 
Otóż w pewnym momencie Chińczyk stwierdził, że On w nic nie wierzy. Pan Sykatenda 
nie mógł tego pojąć. Stwierdził, że wobec takiej niewiary wśród Chińczyków nie ma co 
czekać tylko trzeba tam jechać i ratować dusze. I uspokoił naszego Chińczyka, że po 
lekcji się nad nim pomodli i wszystko będzie dobrze.
Biedny Shen wyleciał z klasy jak tylko Fatima ogłosiła koniec zajęć.



Ostrzygłem Marka G. Imię może się tu przydać na wypadek gdyby Go ktoś nie poznał...
Choć tak prawdę pisząc to jak na debiut jest całkiem niezle.
Pozostając w temacie: tu się dzieją ciekawe rzeczy, jeśli się popatrzy ludziom na 
głowy, zwłaszcza kobietom. Murzynka naturalnie ma włosy krótkie i na pewno nie są 
to włosy proste ani nawet kręcone. One są tak pokręcone, że to raczej przypomina 
czapkę. Albo beret.
Ale na modę nie poradzisz i 75% Hararianek (stolica!) ma włosy proste jak drut. I nie 
czarne. Wygląda to ciut nienaturalnie. Się okazało, że te włosy są przyklejone! Albo 
przywiązane. Właściwie w każdym większym supersamie można sobie kupić ładne 
włosy. Z kokardą!
Nie wiem na ile to się mocno trzyma głowy, ale mam zamiar sprawdzić.
Biedniejsze panie, które jednak chcą być modne, prostują sobie te swoje poskręcane 
włosy. Efekt przypomina porażenie prądem trzyfazowym...
To jest tradycyjny 
domek na wsi.
W srodku nie ma nic!
A ludzie 
szczesliwi...
początek
dalej
tu mieszka babcia